Overclock.pl » Testy i recenzje » Test 9 myszek dla graczy

Test 9 myszek dla graczy2012-08-10 20:53:54 |  Kamil Zieliński (Kapitan)

448.jpg Niedawno publikowaliśmy poradnik, który powinien rozwiać większość wątpliwości związanych z zakupem gryzonia dla graczy mniej obeznanych w temacie. Pora na jego naturalne rozwinięcie, czyli test. W artykule będziemy dość często nawiązywać do poradnika, dlatego przed lekturą tej publikacji warto zapoznać się z wcześniejszą.

Wstęp, platforma testowa, podkładka QcK

Przypomnę, że w poradniku wymieniliśmy i opisaliśmy kategorie, pod względem których łatwiej jest porównywać i wybierać gryzonia. Są to odpowiednio:

  • Precyzja
  • Ergonomia
  • Wykonanie
  • Funkcjonalność
  • Cena

W ten sposób łatwiej nam jest oceniać i Wam powinno być łatwiej się w tym wszystkim „połapać”.

W przypadku testów zasilaczy, czy np. procesorów wymieniamy tzw. Platformę testową. Dla myszek komputerowych taką platformą jest osoba, która za ich pomocą obsługuje komputer.

Platforma testowa, dobór gier

Otóż nie jestem e-sportowcem tylko osobą, która preferuje granie od chociażby oglądania filmów. W zależności od nadmiaru wolnego czasu, poświęcam wirtualnej rozrywce kilka godzin tygodniowo lub… dziennie. Generalnie rzecz biorąc, sprawdzimy sobie jak zachowują się myszki w grach, zwykłej pracy i testach syntetycznych, do których sam podchodzę z dystansem, gdyż nie posiadam precyzyjnej aparatury pomiarowej. Poza tym, zachowanie gryzoni w testach syntetycznych nie jest aż tak ważne, jak podczas normalnych zastosowań. Podam wam pewien przykład: ponoć przy projektowaniu McLarena MP4-12C inżynierowie dostali na papierze osiągi Ferrari 458 Italia i mieli zrobić wszystko, aby ich samochód był ogólnie rzecz biorąc lepszy. Faktycznie, biorąc pod uwagę suche dane techniczne, udało się pobić Italię. Ale czy MP4-12C to auto lepsze? Może i tak, co nie zmienia faktu, że większość osób z branży motoryzacyjnej woli Italię. Podobnie jest z myszkami komputerowymi. Co z tego, że produkt X zapewnia lepsze osiągi niż Y, skoro to Y jest dla nas po prostu lepsze?

Jeśli zaś chodzi o dobór gier, to ten był następujący:

Battlefield Bad Company 2 (multiplayer) – gra wykorzystywana przeze mnie od pierwszego testu myszek na overclock.pl. Jest to FPS osadzony we współczesnych realiach. Daje możliwość wykorzystywania różnorodnego uzbrojenia i dostosowania przyrządów optycznych poszczególnych broni. Dodatkową atrakcją są pojazdy takie jak transportery, czołgi czy śmigłowce, którymi możemy „śmigać” po dużych mapach.

Battlefield 3 (multiplayer) – z zakupem miałem się wstrzymać aż do skończenia testu myszek, po to by nie wprowadzać zamętu, ale okazało się, że zbliżona mechanika obu gier stawia myszkom bardzo podobne wymagania. Główna różnica, to poza nowym silnikiem Frostbite 2.0, trochę zmienione tempo akcji i zupełnie nowe mapy, które są moim zdaniem słabsze niż w Bad Company 2. Z tego względu moim ulubionym serwerem stał się taki, na którym to ustawiono dwie mapy i tryb death match. Jeśli zaś chodzi o wymagania jakie stawiają obie gry nam i myszkom, to konieczność obsługi różnych broni na otwartych i zamkniętych przestrzeniach, wykorzystywanie dodatkowych akcesoriów takich jak apteczka, defibrylator, czy chociażby nóż. Aby sprawdzić przyciski boczne, przypisywałem im poszczególne akcje, w tym na początku dokładne celowanie. W Bad Company 2 dość często używałem noża, przez co przypisanie prawemu przyciskowi cięcia miało sens. W trójce nie dziabnąłem w ten sposób jeszcze nikogo, dlatego w pewnym momencie przywróciłem domyślne ustawienia gry.

Unreal Tournament – jest to jedna z moich ulubionych gier. „Nierealny” miał premierę  kilkanaście lat temu i zdążyłem zamęczyć podczas gry niejedną myszkę. Starcia toczyłem głównie w trybie death match z maksymalną liczbą botów na mapach Liandri i Morpheus. Do gry w sieci LAN wkraczała również moja siostra.

Company of Heroes (tryb potyczka) – znakomity RTS osadzony w realiach II wojny światowej. Od naszej szybkości, zwłaszcza w początkowej fazie gry, zależy rozbudowa bazy i pozyskiwanie kolejnych punktów kontrolnych, a co za tym idzie kolejno walka i zwycięstwo lub porażka. By wygrać, trzeba szybko myśleć i działać. Mysz odgrywa tu rolę równie wielką, co w grach FPS.

Podkładki – SteelSeries QcK Barbarian Edition

Wykorzystywane przeze mnie podkładki to Epic Gear Hybrid Pad oraz Steel Series QcK Diablo Limited Edition. Hybrid Pad opisywałem przy okazji testów myszki Meduza, zaś z QcK wcześniej jeszcze nie miałem do czynienia i z tego względu poświęcę jej teraz trochę miejsca.

Jest to egzemplarz z limitowanej edycji, zaprojektowany przy okazji premiery gry Diablo III. Szczerze mówiąc, zwykle jestem pesymistycznie nastawiony do kolekcji sprzętu nastawionego pod klimat jednej konkretnej gry. Często od standardowej edycji odróżnia się jedynie wizualnie – kolorystyką i dużo wyższą ceną. W przypadku podkładek jesteśmy w stanie to przełknąć. Miejsca na jakąś ciekawą grafikę jest sporo, w końcu podkładka mierzy sobie 32 centymetry szerokości i 27 wysokości. Wykorzystano postać Barbarzyńcy, choć w ofercie producenta znajdują się również podkładki zainspirowane innymi bohaterami z gry.

 

Nasz barbarzyńca to olbrzymie monstrum, postury której nie powstydziłby się sam Robert „Hardkorowy Koksu” Burneika. Jeśli wikingowie po śmierci trafiali do piekła, to być może wyglądają tam właśnie tak. Od strony wizualnej podkładka prezentuje się bardzo dobrze, do gustu przypadł mi ogólny projekt jak i lekko wypłowiała kolorystyka.

Większe znaczenie od obrazka ma materiał, z którego wykonano podkładkę. Skoro czytacie test myszek dla graczy, zakładam, że coś o podkładkach QcK nieraz Wam się o uszy lub oczy obiło. Powinniście zatem wiedzieć, że jest to typowa szmacianka. Podkładka została wykonana z elastycznego, płóciennego materiału, ma grubość 2mm i w związku z tym łatwo można ją zwinąć w rulon jak naleśniki. SteelSeries QcK Barbarian Edition zapewnia balans pomiędzy kontrolą, a szybkością ruchu gryzonia, którego będziemy po jej powierzchni ślizgać. Przynajmniej w codziennej pracy, takiej jak przeglądanie stron WWW czy edycja fotografii sprawdza się bardzo dobrze. Jeśli zaś chodzi o gry, to każdy ma w tym względzie inne preferencje. Struktura wierzchniej warstwy materiału jest zupełnie inna niż w podkładkach Razer Goliathus Control czy tT eSports Conkor, przypomina bardziej Hybrid Pad. Mimo tego podobieństwa, większość myszek na QcK nie ślizga się tak gładko.

 

Po dwóch miesiącach rozjeżdżania myszkami i gniecenia rękami z podkładką nie stało się nic złego. Obawiałem się, że atakowane krawędzie podkładki postrzępią się i poszarpią, aż wstyd będzie odesłać podkładkę z powrotem. Swoją drogą, ciekawe czy ktoś przyjąłby tłumaczenie, że podkładkę zniszczył topór samego barbarzyńcy? Zadowolony jak Kapitan Bomba z mojego awatara na forum, stwierdzam, że podkładka zniosła trudy testów lepiej niż ja.

Revoltec Fight Mouse Elite

Revoltec to firma znana mi wcześniej z produkcji wentylatorów, schładzaczy i obudów komputerowych. Jak mysz znalazła się w naszym zestawieniu? Jedną z najczęściej polecanych na forach internetowych, stosunkowo niedrogich myszek laserowych, jest Prestigio PMSG1. Mysz zawdzięcza swą popularność wyróżniającej się obudowie, kolorystyce, dodatkom i bardzo dobremu sensorowi ADNS-9500. Okazuje się, że jest co najmniej kilka podobnych, bliźniaczych myszek, m.in. Revoltec Fight Mouse Elite, które zgodnie z deklaracjami użytkowników for, na które zaglądam, różni jedynie wykonanie obudowy. Moim zdaniem na zdjęciach lepiej wygląda produkt Revolteca i to właśnie jego recenzje, a nie jaskrawego Prestigo, przeczytacie poniżej.

Opakowanie

Utrzymane głównie w czarno-zielonej kolorystyce opakowanie, wyróżniają gabaryty. W porównaniu do innych pudełek, nawet droższych myszy komputerowych, jest duże. Przedstawiono na nim myszkę i jej najważniejsze cechy w języku angielskim i niemieckim. Natomiast z tyłu coś dla władających językiem hiszpańskim, francuskim oraz 4 fotografie przedstawiające tą elegancką mysz. Otwierając rozkładówkę opakowania, widzimy tego ogromnego gryzonia oraz dodatkowy panel boczny i pojemnik z obciążnikami. Pudełko, oprócz tych rzeczy, zawiera płytę ze sterownikami i dokładną instrukcję obsługi.

Specyfikacja techniczna

  • Rozdzielczość: 5040 DPI
  • Możliwość regulacji DPI: 4 poziomy(wstępnie 450/900/1800/3600 DPI)
  • Możliwość dopasowania wagi: 6 odważników po 5 g
  • Przyciski: 9
  • Wbudowana pamieć: 46 Kb
  • Podłączenie: USB 2.0
  • Czujnik: Avago 9500 (12000 FPS)
  • Częstotliwość próbkowania: 1000 Hz
  • Prędkość skanowania: 150 cali/sek
  • Ceramiczne ślizgacze
  • Dodatkowo: przycisk LOD

Budowa i wygląd

To chyba największa myszka dostępna w sprzedaży. Jej gabaryty i waga kompletnie zaskoczyły mnie na początku i sprawiły, że przez kilka dni nie mogłem się do niej przyzwyczaić. Okazuje się jednak, że projekt został dokładnie przemyślany nie tylko do tego aby wyglądać jak czołg na tle „polskiego fiata”, ale również dobrze działać i z gracją śmigać po podkładce. Górna część myszy, to dwa przyciski tworzące jedność z kanciasto zakończonym grzbietem myszki. Jak większość gryzoni z wyższej półki, w tym modelu także pokryto tą powierzchnię materiałem będącym mieszaniną gumy i plastiku. Dobrze wygląda i całkiem nieźle się to sprawuje. Pomiędzy lewym a prawym przyciskiem myszy wydzielono część na przyciski dodatkowe. Część ta, znajduje się w czarnym, błyszczącym panelu wykonanym z plastiku. Umieszczono tam rolkę, przycisk Lift (jego umiejscowienie tu jest moim zdaniem nieco kontrowersyjne) i Mode (do zmiany profili). Jeśli zaś chodzi o czarny scroll z bajerem w postaci srebrnych obwódek, to jest on zdolny pracować również „na boki”.

 

Górną część mamy załatwioną, przejdźmy zatem do bocznej. Tam umieszczono kawał gumy wpasowanej w obudowę. Nad gumą umieszczono dwa przyciski dodatkowe, pod nią trochę topornie działający przycisk do zmiany DPI w górę i w dół. Dość ciekawe rozwiązanie – przycisku nie da się wcisnąć przypadkowo, zaś w razie potrzeby dostęp do niego jest natychmiastowy. Bliżej kabla znajduje się wyświetlacz, który za pomocą zapalanych diod informuje nas o poziomie DPI. Możemy ustawić myszce 4 poziomy, ale na tym skupię się jeszcze przy okazji omawiania sterowników. Lewy bok uznaję za arcydzieło, spójrzcie tylko na to zdjęcie… 

Prawy bok wygląda różnie, w zależności od tego, na który z dwóch paneli bocznych się zdecydujemy. Proszę, spójrzcie na zdjęcia. Wrażeniami podzielę się później. Do tego wszystkiego trzeba dodać ogromną dbałość o detale, umieszczenie nazwy i logo Revolteca, a także robiące dobre wrażenie oświetlenie. Myszkę podłączymy do komputera (albo nie) porządnie oplecionym kablem USB,  wyposażonym dodatkowo w filtr ferrytowy. Wtyczka jest pozłacana. Aby wreszcie zdemontować tą boczną część musimy przekręcić mysz „ślizgaczami do góry”. Właśnie tam znajduje się przycisk, za pomocą którego odblokujemy zaczepy tego panelu. Ważniejszy od przycisku jest laserowy sensor, który co ciekawe nie jest umieszczony w centralnej części gryzonia. Do tego pięć ceramicznych ślizgaczy, których nie widziałem dotychczas w żadnym modelu. Po zdjęciu panelu bocznego mamy dostęp do komory z ciężarkami do regulacji wagi urządzenia. To w zasadzie byłoby na tyle.

 

Oprogramowanie

Tak jak w przypadku opakowania, dominującymi kolorami wśród elementów graficznego interfejsu sterownika jest czerń i zieleń. Panel wygląda schludnie, niestety z niewiadomych przyczyn działał dość wolno. Mamy tu trzy zakładki:

Ustawienia przycisków – poszczególnym przyciskom możemy przydzielić różne funkcje

Ustawienia makra – z poziomu oprogramowania tworzymy makro i zapisujemy w pamięci myszki

DPI i narzędzia – tu dobierzemy odpowiednią dla nas rozdzielczość, dla każdego z 4 poziomów regulowanych odpowiednim przyciskiem, oddzielnie dla osi pionowej i poziomej

Sensor

Laserowy ADNS-9500 zapewnia odpowiedni komfort rozgrywki w każdej grze i na każdej testowanej podkładce. Znany mi wcześniej ze znakomitych gryzoni SteelSeries, był precyzyjny praktycznie w każdej rozdzielczości, zaś dzięki ceramicznym ślizgaczom mysz działała niezwykle żwawo zwłaszcza na podkładce Hybrid Pad, w efekcie mogłem grać w dużo niższych niż normalnie poziomach DPI (np. 600 DPI). Odstawały jedynie najwyższe rozdzielczości, widać, że 5040 jest już interpolowana, ale ciężko znaleźć mi kogoś, kto gra w takich ustawieniach. Czy czuć różnicę pomiędzy myszką Revoltec a tymi droższymi, z tym samym sensorem? W pewnych przypadkach tak. Posługując się Sensei ma się wrażenie, że używamy myszki bardziej precyzyjnej, jednak „mistrz” ma zaszczepione jeszcze więcej technologii odpowiedzialnych za pracę gryzonia. Co nie zmienia faktu, że poziom działania myszki Revoltec jest dla większości graczy wystarczający.

Najwyższe DPI są niestety interpolowane, ale kto korzysta z tak wysokich ustawień?

 

Chwyt i kontrola

Kształt, gabaryty i masa urządzenia przez kilka dni działały na mnie zaporowo i potrzebowałem czasu, by się do nich przyzwyczaić. Najciężej było z prawym bokiem myszki. Mimo dołączenia wymiennych paneli zmieniających chwyt, urządzenie było okropne. Wszystko dlatego, że wcześniej przyzwyczaiłem się do wymuszającej palm grip Meduzy. Tamta myszka wszystkie wgłębienia na palce ma łagodnie zaokrąglane, natomiast cięższa i większa Fight Mouse Elite zagłębienia na palec mały i serdeczny ma proste. Ogólnie rzecz biorąc mysz wymusza połączenie claw i palm gripu. Jej gabaryty sprawiają, że można na niej oprzeć praktycznie całą dłoń, zaś kontrola wymaga użycia siły naszych zewnętrznych palców. O ile prawa strona myszki sprawiła mi nieco problemów, to lewa była znakomita od początku. Doskonale wyprofilowana, pozwala na kontrolowanie myszki i posługiwanie się zarówno przyciskiem do zmiany DPI jak i tymi dwoma dodatkowymi. Dobrą kontrolę gryzonia wspomaga jakość zastosowanych materiałów, które są dość odporne na pot i zabrudzenia.



Wrażenia z gier

Bad Company 2

Kiedy przyzwyczaiłem się do kształtu i wagi urządzenia, gra w Battlefielda stała się przyjemna i komfortowa. Wyjątkowo postanowiłem zabrać się za grę w niższych ustawieniach DPI, dzięki czemu osiągnąłem dużą skuteczność w celowaniu i zabijaniu swoich ofiar za pomocą karabinów snajperskich. Stopień DPI sygnalizowały diody, wedle ustawień wcześniej dobranych w sterowniku.


Unreal Tournament

W tym starym i dynamicznym FPSie używałem rozdzielczości wynoszących około 2000 DPI. Mysz sprawowała się bardzo dobrze i umożliwiła sprawną eksterminację botów oraz w razie potrzeby „żywych” graczy.

 

SteelSeries Kana

Po przetestowaniu myszek takich jak Xai i Sensei, obdarzyłem firmę SteelSeries dużym kredytem zaufania. Bardzo zależało mi na tym, by w tym zestawieniu wylądowała przynajmniej jedna myszka tego duńskiego producenta. Sprawdźmy, czy i tam razem SteelSeries nie zawodzi.

Opakowanie

To, w czym zapakowano myszkę KANA nie odbiega od kanonu SteelSeries. Niewielkie, utrzymane w szaro-czarnej kolorystyce opakowanie przypomina mi, że najbardziej liczy się jego wnętrze. Grafika przedstawiająca myszkę jest błyszcząca. Zniecierpliwiony, otwieram rozkładówkę opakowania, by odsłonić myszkę. Ta znajduje się za przezroczystym plastikiem. Zanim KANA trafi pod moją dłoń, sprawdzam informacje, którymi postanowiono podzielić się z potencjalnymi nabywcami. Otóż pieczę nad projektem KANA sprawowali zawodowi gracze z FNATIC, Evil Geniuses, SK Gaming, czy NAI. Myszka jest dostępna w sprzedaży w dwóch wersjach kolorystycznych: błyszczącej biało-czarnej i czarno-pomarańczowej, którą to dostałem do testów.

 

Specyfikacja

  • symetryczny kształt
  • ilość przycisków 6
  • typ sensora: optyczny
  • Rozdzielczość (DPI/CPI) 400-800-1600-3200
  • maksymalne przyśpieszenie 30g
  • ilość klatek na sekundę 3600
  • częstotliwość przesyłania danych 125-1000Hz
  • prędkość (ips – liczba cali na sekundę): 130
  • długość oplecionego przewodu 2m
  • duże ślizgacze teflonowe (w pierwszych rewizjach plastikowe)
  • waga 72g
  • wymiary: wysokość 37mm, szerokość 64mm, długość 124mm
  • wysokość reakcji czujnika 2mm

Budowa i wygląd

Nie było dla mnie zaskoczeniem to, że symetryczna budowa myszki jest niemal taka sama jak w XAI czy Sensei. Choć mysz jest czarna jak XAI, zrezygnowano z tego specyficznego i rewelacyjnego dla niej malowania. Mamy tu całkowicie gładką, matową górną powierzchnię, stanowiącą całość z lewym i prawym przyciskiem myszy. Z tyłu „garba” umieszczono błyszczące logo Steel Series, a po bokach po jednym dużym przycisku.

Rolkę oraz przycisk za nią postanowiono oddzielić od jednolitej bryły tworzącej górną część obudowy. Oba przyciski są koloru pomarańczowego, dokładnie tak samo jak wstawki oplecionego kabla, przypominającego kabel recenzowanej przeze mnie w maju myszki Epic Gear Meduza. Sama końcówka nie jest poprzedzona filtrem ferrytowym, zrezygnowano również z pozłacanej końcówki USB. Jedynym detalem wieńczącym wtyczkę, jest logo SS. Podobieństwa do Meduzy nie kończą się na kablu. Myszka leżąca na podkładce odznacza się od niej pomarańczową linią. Jak już można się domyślać, pomarańczowy jest plastik, który nie kryje w stu procentach wnętrza myszki – jest nieco przezroczysty. Prze otwór widzimy sensor optyczny. W miejscu gdzie droższe XAI i Sensei miały wyświetlacz, umieszczono logo firmy. Niestety, w testowanym przeze mnie egzemplarzu, duże ślizgacze wykonano dużo gorszego niż teflon plastiku, co dotkliwie odczułem przez cały czas testów. Do myszki dołączono jedynie Quick Start Guide. Ku mojemu zdziwieniu zabrakło naklejki.

 

Oprogramowanie

Oprogramowanie do myszki możemy pobrać z Internetu. Za jego pomocą, kolejno w zakładce Buttons zmienić możemy przeznaczenie poszczególnych przycisków, w Settings dostosować dwa tryby CPI wraz z częstotliwością przesyłania danych, w Properties dobrać nazwę profilu i  dostosować go do pewnych aplikacji, a w Statics stworzyć makro. Całość wygląda przejrzyście i czytelnie.

 

Sensor

Zastosowany w tym modelu sensor firmy PixArt, kosztuje zapewne niewiele na tle konkurencji, lecz jak to w życiu bywa za mniejsze pieniądze mamy zazwyczaj mniej. Głównym problemem są rozdzielczości wyższe niż 800 CPI. Są one interpolowane, co oznacza, że równie dobrze moglibyśmy zwiększyć szybkość wskaźnika w panelu sterowania. O ile na 1600 da się jeszcze grać, to działanie najwyższej rozdzielczości woła o pomstę do nieba. Z tego względu mysz mogę polecić tylko low sensowym fanom, np. Counter Strike`a, choć zwolennicy tej gry lepiej niech popytają swoich znajomych czy to na pewno dobry wybór.

Chwyt i kontrola

Mysz za sprawą dobrze znanej mi z Xai i Sensei symetrycznej budowy nadaje się zarówno dla lewo- jak i praworęcznych. Główną różnicą jest zmniejszenie gabarytów Kany, w stosunku do droższych i większych laserowych braci. Redukcji uległa masa urządzenia - myszka jest jak na mój gust za lekka. Do tego zawiodłem się na ślizgaczach, zrezygnowano z teflonu na niekorzyść plastiku. W efekcie mysz miała najgorszy spośród wszystkich testowanych modeli ślizg. Na szczęście dla nabywców, firma SteelSeries oferuje posiadaczom Kany darmową możliwość otrzymania teflonowych ślizgaczy, które zgodnie ze swoją nazwą i przeznaczeniem, faktycznie się ślizgają. O ofercie dowiedziałem się nieco za późno, przez co nie miałem możliwości wypróbowania myszki z nowymi ślizgaczami.

Lewy przycisk myszy dość nietypowo stawia większy opór niż ten prawy, klik obu jest głośny. Do działania rolki i przycisku do zmiany CPI nie mam zastrzeżeń. Tak jak w przypadku droższych gryzoni tej firmy, istotne jest odpowiednie ułożenie kabla na biurku. W stosunku do myszki waży on dość dużo.  

Kana powinna przypasować osobom o niedużej dłoni. Dla mnie chwyt nie był aż taki wygodny jak w XAI i nie wiem czy to za sprawą zmniejszonych gabarytów, czy innych w dotyku materiałów. Stawiam, że sprawę pogarszają oba te czynniki. Do tego zmniejszona waga i słabe ślizgacze utrudniały mi kontrolę nad gryzoniem. Szkoda, że nie pokryto gładkiego plastiku czymś bardziej chropowatym albo gumowym. Przynajmniej trochę bardziej chropowate były boki myszki. Całość jest zadziwiająco odporna na zabrudzenia i zarysowania.

 

Wrażenia z gier

Bad Company 2

Mała masa myszki utrudniała mi wyczucie niektórych broni. Na plus zaliczam duże przyciski boczne, których szybko można użyć zarówno ten od strony kciuka, jak i ten drugi. Dość często doskwierało mi niskie CPI – maksymalne precyzyjne to 800, wyższe są niestety interpolowane, na czym ucierpiałem głównie wariując na otwartych przestrzeniach map z dużą liczba zabudowań.

Unreal Tournament

W klasycznym UT jedynym sensownym wyborem było 800 CPI, 400 to zdecydowanie za mało, zwłaszcza przy tak kiepskim ślizgu. Na 1600 i tym bardziej 3200 nie dało się grać. Dość oporny lewy przycisk myszy za bardzo mi nie przeszkadzał, być może dlatego, że równie często korzystałem z tego prawego.

Company of Heroes

Cóż jeszcze można pisać o myszce optycznej, poprawnie obsługującej rozdzielczość 800DPI? Grało mi się dobrze, chociaż głównie dlatego, że sama gra jest rewelacyjna. Jak brzmi motto SteelSeries? „Mysz to narzędzie, nie gadżet”. Szkoda, że tym razem uświadomiono mi to w bardziej dosadny i mniej przyjemny sposób.

Cooler Master Storm Xornet

Na tym, by myszka firmy Cooler Master Storm znalazła się w zestawieniu, naprawdę mi zależało. Filia firmy Cooler Master jest dobrze znana z produkcji obudów i schładzaczy procesorów. Jednak czy może pochwalić się równie dobrą myszką dla graczy?

Opakowanie

Opakowanie przyciąga wzrok grafiką ukazującą myszkę tłukącą jakieś szkło. Miejmy nadzieje, że w czasie testów ani myszce, ani moim oknom nic złego się nie stanie. Ku mojemu zdziwieniu, na dużym białym napisie Xornet ktoś napisał długopisem moje nazwisko. Kto wie, może kiedyś doczekam się dnia, w którym producenci sprzętu komputerowego będą umieszczać moje nazwisko na opakowaniu? Otwieram rozkładówkę pudełka. Producent chwali się wytrzymałością mechanizmu myszki (ma wytrzymać 5 milionów kliknięć), wygodną zmianą DPI i porządnym sensorem. Cóż, niebawem zweryfikuję to wszystko, no może poza tymi milionami kliknięć. Po prawo myszka „zakryta” przezroczystym plastikiem. Wewnątrz oprócz myszki Quick Start Guide.

 

Specyfikacja

  • Materiał skóra / plastik
  • wymiary (długość) 107 X (szerokość) 75 X (wysokość) 35 mm
  • Waga 142 g
  • Maksymalna prędkość 160 IPS
  • Maksymalne Przyspieszenie 23 g
  • Wbudowana pamięć 8 kb

 

Budowa i wygląd

Pudełko wyraźnie nosiło ślady działalności obcych (osób). Na szczęście myszka jest w dość dobrym stanie. Z pewnością nikt nie próbował wybijać nią okien. Kształt myszki ciężko jest mi opisać. Otóż mamy, krótką, małą, dość szeroką myszkę nastawioną na claw grip. Przyciski lewy i prawy są od siebie rozdzielone, wykonano je z mieszanki plastiku i gumy. Pomiędzy nimi scroll i dwa przyciski służące do zwiększania i zmniejszania DPI - to patent, który bardzo lubię. Miejsce gdzie spocznie palec serdeczny osób praworęcznych zdobi biały napis, przypominający nazwę myszki, z jaką mamy do czynienia. Dodatkowe przyciski znajdują się na lewym boku. W miejscach gdzie mysz trzymać będziemy kciukiem i małym palcem umieszczono podziurawioną gumę. Niewielkie otwory powinny polepszyć kontrolę nad gryzoniem. Całość, poza wymienionymi wcześniej przypadkami, zamknięto w dobrej jakości plastiku. Pod spodem mamy dwa ślizgacze i oczywiście optyczny sensor. Dość gruby, lecz na szczęście wyjątkowo elastyczny kabel, wyposażono w filtr ferrytowy.  Pod spodem dwa porządne ślizgacze. Miałem sporo kłopotu z nazwaniem koloru, jakiego jest błyszcząca część obudowy. Rewelacyjne zdjęcia wykonane przez redakcyjnego kolegę każą mi wierzyć, że jest to ciemny złoto-brąz. Trzymajmy się więc opcji, że to „prawie czerń”.

 

Oprogramowanie

Brak oprogramowania z pewnością odstraszy fanów makr i różnego typu miłośników grzebania w ustawieniach posiadanego sprzętu. Moim zdaniem w przypadku tej myszki nie jest ono potrzebne. Do dwóch dodatkowych przycisków bocznych mało kto będzie robił skomplikowane makra, 3 poziomy DPI możemy ustawiać „w locie”, zaś jak pokazał program Mouse Rate Checker mysz utrzymuje częstotliwość transmisji danych na poziomie 1000 Hz.

 

Sensor

Zastosowany optyczny sensor Avago ADNS-3050 niestety nie pozwolił rozwinąć myszce zbyt szerokiego spektrum zmian DPI. Jednak te oferowane stoją na przyzwoitym poziomie. Do tych 500 i 1000 DPI nie mam żadnych zastrzeżeń, zaś od wysokiego poziomu tych mniejszych ustawień odstawał nieco tryb 2000 DPI. Badając interpolację, zauważyłem przeskoki w osi pionowej.

Chwyt i kontrola

Podobnie jak moi znajomi, nie widziałem jeszcze tak krótkiej i jednocześnie szerokiej myszki. Toteż Xornet wzbudzał żywe reakcje wszystkich, którzy mieli przyjemność go używać. Myszka jest nastawiona na chwyt claw grip, najczęściej używany w grach, ale za sprawą odpowiedniego wyprofilowania mamy co zrobić z palcem serdecznym, toteż dla osób z mniejszą dłonią również wygodny będzie palm grip. Gumowe wstawki w odpowiednich miejscach zapewniają maksymalną kontrolę nad gryzoniem, do tego odpowiednio wyżłobione zabezpieczają ten rejon przed potem. Przyciski główne zostały wykonane z materiału będącego mieszaniną gumy i plastiku, tak jak w myszkach Razer czy TT eSports, zaś pozostała część to porządny plastik, który również ciężko zniszczyć czy zapocić. Nieco gumowata rolka jest troszkę „schowana”, ale tak jak przyciski do zmiany DPI i dwa boczne, sprawuje się bardzo dobrze. Całości dopełniają ślizgacze, które nawet już lekko zużyte są perfekcyjne oraz przewód, który nie został opleciony co jedynie polepszyło jego elastyczność. Oryginalny projekt, budowa i wykonanie zasługują na wyróżnienie.

 

Wrażenia z gier

Bad Company 2

Grałem głównie w rozdzielczości 1000DPI. 2000 nie zapewniało mi wystarczającej precyzji, zaś 500 DPI wykorzystywałem jedynie podczas celowania z karabinów snajperskich. Jeśli 1000 DPI to dla Was trochę mało, to powiem szczerze, że myszka nadrabiała ślizgiem. Na podkładce Epic Gear ślizgała się doskonale, do tego ani na moment nie straciłem kontroli. Oczywiście z pożytkiem wykorzystywałem klawisze boczne.

Unreal Tournament

"Zgodnie z zasadami aerodynamiki trzmiel nie powinien latać, ale trzmiel o tym nie wie, więc i tak lata." W odniesieniu do myszki Xornet (hornet to z ang. Szerszeń) i mojej siostry, ta zasada bardzo dobrze się sprawdziła dlatego sprawdźcie co ma do powiedzenia sama zainteresowana: "Nic nie zapowiadało aż tak owocnej współpracy na linii KosiMazaki – Xornet. Na pierwszy rzut oka – mysz wydała mi się trochę ‘niewymiarowa’, za krótka. Do czasu, gdy przyszło mi nią grać. Xornet okazała się bardzo wygodną mychą. Nawet po wielogodzinnej rozgrywce nie odczuwałam dyskomfortu. Efekt "naszej współpracy" był widoczny podczas mojego pojedynku z bratem w UT. "Shoty" były precyzyjne przy 1000DPI i koniec końców, udało się wygrać". Dwoiłem się i troiłem, zmieniałem myszki jak rękawiczki, kombinowałem i ostatecznie odniosłem porażkę w walce z własną siostrą wyposażoną w małą Xornet.

Company of Heroes

Jeśli myśleliście, że i tym razem grało mi się świetnie, mylicie się. Wg mnie w grach strategicznych lepiej sprawują się dłuższe myszki. Być może dlatego w swoim czasie Razer wypuścił dedykowaną miłośnikom gier strategicznych dłuższą  (chociaż dość drobną) myszkę Krait. Gdybym miał skośne oczy i grał w Starcrafta, pewnie zakup Xornet bym sobie odpuścił.

Gigabyte Aivia M8600

„Płyta główna” i nazwa marki Gigabyte były dla mnie już prawie synonimami. Od 10 lat poszczególne komputery w moim domu wyposażone były w sprzęt tego producenta. Sprawdźmy, czy firma poradzi sobie z urządzeniem plastikowym równie dobrze jak z krzemowym.

Opakowanie

Aivia dotarła do mnie w eleganckim, błyszczącym opakowaniu, na którym dominuje czerń. Frontowa część przedstawia elegancką grafikę myszki. Po wstępnych oględzinach wiemy już, że Aivia M8600 to laserowa mysz bezprzewodowa, zdolna też pracować w trybie przewodowym. Opakowanie wzmaga apetyt na zawartość. Zniecierpliwiony wyjmuję z pudełka dwa kolejne: plastikowe i znów kartonowe. To pierwsze skrywa mysz osadzoną w gąbce. Drugie zawiera woreczek, przydatny do przechowywania myszki lub innych gadżetów w czasie transportu. Wewnątrz znajdują się:

  • Stacja dokująca
  • Potrzebne przewody
  • Dodatkowy akumulatorek
  • Zapasowe ślizgacze
  • Płytka ze sterownikami
  • Krótka instrukcja obsługi

Gdy na początek chciałem podłączyć mysz przewodem, tak by po prostu szybko skorzystać z komputera, z pomocą przychodzi Quick Start Guide.

 

Budowa i wygląd

Sposób w jaki zapakowano mysz może poprawić humor niejednej osobie. Dobre wrażenie trwa, gdy wyjmiemy gryzonia. Futurystyczny kształt myszki przypomina samochody marki Lamborghini. Dla wszystkich, którzy nie potrafią zrozumieć, jak mysz komputerowa może być porównywana z tą włoską maszyną, śpieszę z wyjaśnieniami. Aivia jest dosyć długa, a jej długość i sylwetka może odstraszyć niejednego kocura. Obudowa została wykonana z plastiku. Lewy i prawy przycisk myszki łączą się na grzbiecie myszki. Pomiędzy nimi jest pas błyszczącego plastiku, w którym z ogromną dokładnością o detale, umieszczono całkiem dobrą rolkę. Następnie znajdują się dwa cienkie przyciski do regulacji DPI, a pomiędzy nimi diody, które spełniają dwie funkcje: pokazują poziom DPI i stan naładowania akumulatorka w bezprzewodowym trybie pracy. Tylna część myszki to akumulator, który jest jednocześnie tym brakującym ogniwem obudowy. Już grzbiet myszy, w miarę oddalania się od części z rolką, miał lekki garb. Obudowa akumulatora przypomina umęczony kręgosłup niejednego studenta informatyki. Powiedziałbym, że mojego ale ja mam skoliozę a linia na grzbiecie gryzonia jest prosta. Jakie to ma znaczenie dla graczy i jak na tym ucierpi ergonomia, napiszę trochę później.

 

Myszka my symetryczną budowę, co jest dobrą wiadomością i dla leworęcznych, i dla mnie – opisując jeden bok załatwiam tak przy okazji drugi. Otóż boki nie zostały jakoś szczególnie wyprofilowane pod palce, mają tylko niewielkie wgłębienia. Po obu stronach mamy po dwa przyciski dodatkowe. Poprawę kontroli nad gryzoniem ma zapewnić chropowata faktura bocznych części. Niestety, na próżno szukać w tym materiale jakiejkolwiek gumowej domieszki. Przód myszki akcentują ciekawie wygięte wykończenia głównych przycisków i zaślepka złącza, w które wepchniemy dołączony, specjalny przewód. Głośny klik jaki wówczas wydaje przewód i siła, jaką musimy użyć by później odłączyć urządzenie powoduje obawy związane z trwałością tego elementu.

 

Pod spodem widzimy niewielkie ślizgacze, z których jeden, co ciekawe, otacza laserowy sensor, złącze, którym urządzenie będzie komunikować się ze stacją dokującą wraz z przyciskiem służącym do nawiązania łączności, włącznik/wyłącznik tak jak w każdej widzianej przeze mnie myszy bezprzewodowej i przyciski umożliwiające zdjęcie tylnej części z akumulatorem.

 

Stacja dokująca mogła by być większa. Jej gabaryty sprawiają, że ciężka mysz nie siedzi stabilnie. Umożliwia ona nam ładowanie samej myszki, lub oddzielnie samego akumulatorka. Wszystkie kable mają elegancki oplot, wtyczki są pozłacane a dodatkiem jest filtr ferrytowy. O ile ciekawy wygląd myszki może wielu osobom przypaść do gustu, to już stacja nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Oprogramowanie

Instalacja dołączonych na płytce sterowników przebiegła bezproblemowo. Po uruchomieniu oprogramowania moje umęczone oczy doznają szoku, bowiem na pierwszy rzut oka „wszędzie wszystkiego pełno”. W głównym oknie umieszczono od razu chyba większość możliwych opcji zaś całość jest efektowna pod względem graficznym.

W lewym górnym rogu sterownika znajduje się przełącznik trybu pracy (dla lewo- i praworęcznych). Pod nim umieszczono wskaźnik, informujący nas o tym, czy mysz działa w trybie przewodowym, czy bezprzewodowym. Bardziej na prawo, rysunki pada z baterią i liścia z baterią są związane z trybem pracy baterii. Ten drugi oznacza oszczędzanie energii - parametry myszki powinny ulec pogorszeniu po to, byśmy wolniej zużywali akumulator. Większej różnicy w działaniu myszki pomiędzy trybem dla graczy a tym oszczędnym nie zauważyłem. W centralnej części umieszczono zdjęcie gryzonia i funkcje do zmiany zastosowania poszczególnych klawiszy. W zależności od tego, który przycisk konfigurujemy, podświetla się odpowiednie miejsce na gryzoniu. Po lewej stronie mamy Basic Function, czyli listę funkcji przewidzianych przez twórców oprogramowania. Aby coś zmienić, wystarczy pożądaną opcję przeciągnąć na obszar odpowiadający danemu przyciskowi. Rzecz jasna możemy również nagrywać i przypisywać we własnym zakresie makra, które da się zapisać na dysku i w pamięci myszki. Makra możemy nazywać i przypisywać im ikonki wg uznania.

Wracając do okna głównego, zajmijmy się tym razem prawym rogiem. Przycisk „mode” służy do przełączania między profilami, a „color”, jak sama nazwa wskazuje do zmiany koloru podświetlania. Dla ciemnolubnych stworzono czarny, który oznacza brak światła. Opcje umieszczone w dolnej części okna pozwalają na zapisywanie ustawień na dysku, w pamięci gryzonia i powrót do tych fabrycznych. W „sensitivity” wyregulujemy rozdzielczość sensora. Parametr możemy ustawić dla każdej osi oddzielnie, w zakresie od 100 do interpolowanych 6600 DPI. Istnieje również możliwość przypisania różnych parametry dla 4 poziomów. W tej samej zakładce dobierzemy również szybkość przesyłania danych z myszy do komputera. Mamy 8 możliwości, zaczynając od 125 na 1000 Hz kończąc. Na koniec w „scrolling setting” zmienimy szybkości przewijania rolką. Co ciekawe rolka klika również na boki. Niestety, gdy mysz pracuje w trybie bezprzewodowym, większość z tych opcji mamy poukrywanych.

Sensor

Wg moich informacji, w M8600 zastosowano laserowy czujnik firmy Philips, który spotkałem również w czasie testów Razer Naga Epic rok temu. Odbiło się to niestety na precyzji myszki, nie jest to wysoki poziom Avago ADNS-9500 znany z myszek SteelSeries czy choćby Logitech lub Revolteca. Na podkładce Epic Gear Hybrid Pad zdarzyło się, że kursor odmawiał posłuszeństwa i drgał chwilę wokół pewnego położenia. Poza tym, jak widać w testach syntetycznych, szybkość komunikacji z komputerem stoi na odpowiednio wysokim poziomie, interpolowane są tylko najwyższe rozdzielczości (powyższej 5600 DPI), zaś efektu akceleracji w zasadzie nie odczułem. Ogólnie rzecz biorąc, jest to poziom dla wielu osób wystarczający, lecz biorąc pod uwagę cenę urządzenia, wymagałbym lepszych fajerwerków.

Chwyt i kontrola

Gabaryty myszki (długość), jej ostry grzbiet, całość wykonana z przeciętnej jakości plastiku i dziwnie cofnięty za sprawą akumulatorka „środek” ciężkości zdecydowanie negatywnie wpływały na kontrolowanie gryzonia. Wystarczy chwilę potrzymać dłoń na myszce, by ta była cała mokra. Z resztą, nie da się jej trzymać całą ręką i grać. Palm grip jest tu koszmarnie niewygodny, nie wiele lepiej jest gdy chcemy oprzeć chociaż kawałek nadgarstka i kontrolować mysz kciukiem oraz palcem małym (claw grip). Jest to jeden z niewielu gryzoni, którego najlepiej kontroluje się samymi palcami. Niestety, podczas tego specyficznego fingertip grip zdarzało się mi przypadkowo wciskać przyciski do zmiany DPI. Dobry dostęp miałem za to do rolki i przycisków bocznych. Dobrego wrażenia nie zrobiły również ślizgacze. Podczas przesuwania gryzonia na blacie biurka mysz stukała, zdarzało jej się to nawet podczas ślizgu na podkładce. Na podobny defekt cierpiała dawniej moja A4 Tech, sądzę więc, że w obu urządzeniach ślizgacze zostały wykonane i przyklejone podobnie. Jestem dość patetyczny jeśli chodzi o czystość, natomiast Aivia wbrew moim przekonaniem wyjątkowo bardzo się brudzi. Brud pcha się w rozmaite szczeliny.

Wrażenia z gier

Bad Company 2

Waga i ergonomia charakteryzujące urządzenie wymusiły na mnie granie w niskich ustawieniach DPI. Przy wyższym poziomie czułości po prostu nie mogłem zapanować nad gryzoniem. Były to odpowiednio 600 DPI dla dokładnego celowania z karabinów snajperskich, ponad 1000 DPI gdy po prostu biegałem gotowy do oddania strzału i powyżej 1600 DPI gdy kierowałem czołgiem i chciałem możliwie szybko skierować działo w odpowiednie miejsce.

Unreal Tournament

W Bad Company 2 jakoś dawałem sobie radę za pomocą testowanej myszki. Niestety tempo Unreal Tournament, mnogość rozmaitej budowy korytarzy, wielopiętrowych pomieszczeń i sposób działania poszczególnych broni aż prosiły się o zmianę gryzonia na coś poręczniejszego i żwawiej działającego.

Company of Heroes

Gdy po ponad tygodniu testów przyzwyczaiłem się do fingertip grip, kontrolowanie jednostek, opanowywanie kolejnych punktów czy budowa umocnień przestały być skaraniem boskim. Gra w żadnym wypadku nie dała mi odczuć, że coś jest nie tak z sensorem.

 

Całość dopełnia fakt, że M8600 za prawie 300 złotych, w trybie bezprzewodowym pracowała stabilnie w odległości nie przekraczającej metra, do tego pozbawionej przeszkód w postaci kawałka obudowy komputerowej czy choćby blatu biurka. Takowe „bariery” powodowały zacinanie się kursora.

A4 Tech Xgame Opto Oscar x748

Myszki A4Tech każdy widział, używał i większość z nas miała je kiedyś na swoim biurku. Produkty tego producenta można kupić w każdym sklepie komputerowym. Swą popularność zawdzięczają niskiej cenie oraz łatwej dostępności. Czy rozwiązania tej firmy kierowane dla graczy z mniej zasobnym budżetem spełnią wymagania tych bardziej wymagających?

Opakowanie

Oferta przetestowania tej myszki spadła na mnie przypadkowo, prawie że z nieba. Przyjąłem ją z zainteresowaniem, chcąc sprawdzić jak sprawują się tanie gryzonie kierowane dla graczy właśnie tej firmy. Zanim mysz do mnie dotarła dowiedziałem się, że A4Tech podmienia porządne sensory Avago, na słabszej jakości PixArt. Aby uniknąć tych gorszych podobno wystarczało kupić wersję zamkniętą w czerwonym opakowaniu. Właśnie w takim została zamknięta mysz, którą dostałem do testów. Pudełko, ku mojemu niezadowoleniu, nie zawiera dokładnej specyfikacji. Tak samo ciężko znaleźć jest ją w sieci.

 

Informacje z tyłu pudełka:

  • mysz optyczna
  • 7 przycisków i rolka
  • przełącznik rozdzielczości DPI
  • dodatkowy przycisk 3xFire
  • egonomiczny kształt
  • dodatkowe specjalne oprogramowanie XGame Oscar

Grafiki na pudełku wyraźnie informują nas, że mysz posiada 6 stopniową regulację DPI, czego jak dowiecie się dokładniej w dalszej części tekstu, nie potwierdzam. Poza myszką, opakowanie zawiera krótką instrukcję, płytkę ze sterownikami oraz komplet zapasowych ślizgaczy. Mysz widzimy przez przezroczystą część opakowania. Szczerze mówiąc, nie ma czego podziwiać.

Budowa i wygląd

Mysz została wyprofilowana dla osób praworęcznych. Błyszczący, być może w przypadku nieużywanej A4Tech, pas oddzielający lewy i prawy przycisk od chropowatego grzbietu myszki jest jedynym, powtarzam jedynym „bajerem” jakim uraczyli nas designerzy. Pomiędzy dwoma najważniejszymi przyciskami, w błyszczącym wyżłobieniu mamy przycisk do zmiany DPI (a w zasadzie profili), ponacinaną rolkę i przycisk służący podobno do oddania trzech strzałów w niektórych grach. Legenda głosi, że ktoś go kiedyś sensownie wykorzystał w tym celu. Materiał wypełniający część, którą praworęczni będą trzymać kciukiem to guma, wyglądająca jak spód kapelusza muchomora sromotnikowego. Teoretycznie kciuk ma dostęp do dwóch dodatkowych, bocznych przycisków. Pod spodem mamy pięć ślizgaczy, komorę na obciążniki i sensor, o którym sobie jeszcze później pogadamy.

 

Całość, jest czarna, chropowata, plastikowa i mało odporna na zabrudzenia. No dobra, pomijając gumę, poza ślizgaczami i śliskimi wstawkami, te są jedynie czarne i szybko rysujące się. Mysz podłączymy do komputera za pomocą trochę za krótkiego kabla o długości 180 cm. Jego końcówka zakończona jest wtyczką USB (brak pozłacania, filtru), która kształtem stara się odróżnić od innych urządzeń podłączanych przeze mnie do tych portów. Zagadka dla czytelników – jak myślicie, jakiego koloru jest materiał, którym opleciono przewód? Na sam koniec postanowiłem się nieco zreflektować myszce – oglądając zdjęcia odkryłem, że na jej grzbiecie umieszczono jaśniejszy napis „X7”, jakbyście zapomnieli, z jakiej serii jest Wasza mysz i czasami zechcieli na nią spojrzeć.

 

Oprogramowanie

Działające sterowniki dość ciężko znaleźć w Internecie, na szczęście te zamieszczone na płytce, po instalacji dało się nawet uruchomić. Niestety nie za pomocą skrótu domyślnie tworzonego na pulpicie, tylko plikiem zagrzebanym gdzieś w utworzonym folderze. Uruchomienie oprogramowania sprostowało moją niewiedzę – przycisk za rolką nie służy do zmiany DPI tylko profili. Każdemu z nich możemy inaczej przypisać przeznaczenie poszczególnych przycisków, DPI, częstotliwość, którą z domyślnych 500 Hz przełączyłem na 1000 Hz.

Niestety producent nie dołączył do zestawu okularów, ani nie oświecił mnie w materii 6- stopniowej zmiany DPI. Nigdzie nie można ustawić tych maksymalnych 3200 DPI, a najmniejszą możliwą nie jest 600 tylko 400 DPI. I tu pojawiły się czarne i chropowate jak myszka myśli – ktoś zrobił mnie w konia wysyłając mi opakowanie skrywające produkt inny, niż powinno?

 

Sensor

W ten oto płynny sposób przechodzimy do kwestii sensora. Ku mojemu zaskoczeniu, sensor umieszczony w obudowie X748k nie interpoluje dodatkowych pikseli. Wachlarz modyfikacji DPI jak na mysz optyczną jest dość szeroki. Do tej myszki dość szybko się przyzwyczaiłem i w żaden sposób nie mogłem znaleźć sposobu na wykazanie słabości zastosowanego sensora. Ostatniego dnia testów postanowiłem pomazać trochę w programie Paint. Schody zaczęły się, na dodatek bardzo dosłownie, gdy rysowałem linie skośne. W najwyższej rozdzielczości brak precyzji widać gołym okiem. Postanowiłem porównać X7 z myszką biurową Genius, przetestowaną już kiedyś przez nas. Wystarczy spojrzeć na screen. Biurowa, bezprzewodowa myszka nie tnie linii tak mocno! Warto też przypomnieć sobie zeszłoroczny test myszki Azurues, wyposażonej w sensor Avago ADNS-3080, dokładnie taki sam, jaki powinna skrywać ta X7. Również tam linie były „płynniejsze”.

 

Chwyt i kontrola

Lewy przycisk myszy umieszczono wyżej od linii drugiego. Mimo to, ja postanowiłem pobawić się myszką używając lewej ręki. Mam dobrą wiadomość dla leworęcznych – tragedii nie było i o ile gracie okazjonalnie, wcale nie musicie dopłacać 100 złotych do symetrycznej myszki innego producenta. Co prawda po tej drugiej stronie nie ma przycisków dodatkowych, lecz znów Was pocieszę - tych z lewej strony tak czy siak używało mi się tak koszmarnie, że podczas gry w Battlefielda na „moim” ustawieniu znerwicowany po utracie kolejnych fragów chciałem się pokroić miedzianym radiatorem Zalmana.

Moi drodzy praworęczni czytelnicy, jeśli zapoznaliście się z informacją dla tych leworęcznych, to wiecie już, jak działają przyciski boczne. Powiem Wam, że jako całość mysz była dość wygodna. Na kontrolę pozytywnie wpływała możliwość dostosowania ciężaru, odpowiedni kształt, chropowaty materiał i „blaszkowata” guma pod kciukiem. Całość za sprawą klasycznych jak The Beatles ślizgaczy A4Tech jeździła żwawo na każdej podkładce. Niestety, w strukturze materiału gryzonia łatwo gromadzi się brud, który z kolei ciężko wyczyścić, przez co ocena wizualnej strony gryzonia jest jak moja ocena z algorytmów – ujemna. W grach FPS dłoń odruchowo układała się w tzw. Claw grip, który był wygodny. Kontrola całą dłonią, czyli Palm Grip również nie sprawiał mi trudności. Co prawda nie jest to poziom specjalnie wyprofilowanej pod ten chwyt myszki Epic Gear Meduza, czy nawet symetrycznych gryzoni Steel Series, ale oceniam ten element na plus. Ergonomia to, największa zaleta myszki.

Wrażenia z gier

Battlefield 3

W grze najbardziej doskwierał utrudniony dostęp do klawiszy bocznych. Wolałbym też, gdyby klik był szybszy. Czasem dość uciążliwe było dokładne celowanie. Z wysokiego, mało precyzyjnego DPI trzeba było przejść do mniejszego, zaliczając także jeszcze wyższe i mniej precyzyjne.

Unreal Tournament

Wszystko szło w miarę dobrze, dopóki nie uparłem się na ubijanie botów tylko i wyłącznie za pomocą karabinu snajperskiego. Problemy z precyzją odbiły się na częstotliwości trafiania głów moich przeciwników. Zdecydowanie ciężko było trafić w ten jeden, konkretny punkt. Kilka razy miałem problem z wycelowaniem kogoś, stojącego o wiele wyżej lub niżej ode mnie. Prawdopodobnie myszka ma problemy z osią pionową.

Company of Heroes

Po wielu godzinach spędzonych nad tą grą, nie mogę zbyt wiele zarzucić myszce X7 w tym tytule. Kursor nie drżał, nie przeskakiwał.

Tt eSPORTS Theron

Bardzo dobrze wspominam testowane przeze mnie rok temu urządzenia firmy Tt eSPORTS. Zestaw składający się z klawiatury, podkładki, myszki wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Przy planowaniu tego zestawienia zależało mi na tym, by przetestować co najmniej jedną z obecnie bogatej rodziny myszek tego producenta. Tak oto dotarła do mnie paczka z dwoma gryzoniami tej marki. Postanowiłem zacząć od modelu Theron.

Opakowanie

Opakowanie, w którym zamknięto mysz utrzymane jest w czarno-czerwonej stylistyce. Na przedniej matowego, tekturowego pudełka umieszczono błyszczącą grafikę całkiem interesującej myszki na tle czegoś, co przypomina płomienie. Opakowania uświadamia mi, że główni użytkownicy tego typu urządzeń to mieszkańcy Azji. Tu i ówdzie pełno „krzaczków”, zaś firma chwali się współpracą ze skośnookim, zawodowym graczem Starcrafta II. Branża z tamtej części świata wygląda nieco inaczej niż u nas. Tam większe znaczenie mają gry MMO i RTS-y. Theron zdobi plakietka „RTS game battle ready”. Tak to się nieszczęśliwie składa, że bohatera tej części artykułu zacznę testować w grze Battlefield 3. Zanim jeszcze uruchomię tą produkcję, podzielę się informacjami o tym, co można znaleźć w opakowaniu, tradycyjnie dającym się rozłożyć, by móc zobaczyć myszkę na własne oczy.

Wewnątrz znalazłem pokrowiec na myszkę wykonany z bardzo przyjemnego i miękkiego materiału oraz czarną jakby „kopertę” zawierającą płytę ze sterownikami, kartę gwarancji, dwie naklejki i multi-językową instrukcję obsługi, co ciekawe, również po polsku. Z zawartości jestem zadowolony.

Specyfikacja

  • Laserowy sensor T.P.G. (Tt Pro Grade) osiągający 5600 DPI
  • Przewód długości 180 cm, zakończony pozłacaną wtyczką
  • 40 funkcji makro
  • Graficzny interfejs do sterowania myszką
  • 7 kolorów podświetlania
  • Gumowo-plastikowe materiały w celu poprawy kontroli
  • Przycisk zmieniający częstotliwość przesyłania danych (100/500/1000 Hz)
  • Wbudowana pamięć 128 kb
  • Możliwość regulacji wagi – 5 ciężarków po 4,5 gram każdy
  • Wymiary (długość, szerokość, wysokość): 123.65 x 73.8 x 40.2 (mm) 

Budowa i wygląd

No i w końcu myszka. Pierwsze wrażenie jest rewelacyjne. Theron ma kształt, który przypomina mi nieco Logitech G9, jest jednak delikatniejszy, zgrabniejszy. Zwróćmy uwagę na to, że Azjaci mają ogólnie mniejsze dłonie od naszych. Górna część została pokryta materiałem będącym mieszaniną gumy i plastiku. Pomiędzy lewym i prawym przyciskiem jest rolka z ciekawym wzorem, a nieco dalej, dwa przyciski do regulacji DPI, w górę i  w dół, dokładnie tak jak lubię. Na grzbiecie mychy, mało wyraźne logo przypominające smoka, takie samo widziałem już na opakowaniu, w pokrowcu, na naklejkach i jeszcze w kilku innych miejscach. Boki myszki są jeszcze bardziej gumowe, praworęczni pod kciukiem znajdą dwa całkiem spore i wystające przyciski boczne, zaś z drugiej strony jeden przycisk dodatkowy, dający się dość łatwo wcisnąć palcem serdecznym. Mysz podłączona do komputera nabiera blasku. Podświetlenie logo, rolki, czy dolnej części urządzenia dodaje mu uroku. Jest to z pewnością jedna z ładniejszych myszek, które testowałem i szczerze powiedziawszy, chociażby z tego powodu chciałbym ją mieć.

 

Odwracamy myszkę sensorem do góry. Na dole mamy przyciski do zmiany profil, częstotliwości raportowania oraz odblokowania zaślepki komory z ciężarkami. Jak widać regulacja wagi to dla projektantów Tt element istotny. Konstrukcja ślizga się na teflonowych stopkach. Do oplecionego kabla w żadnym widocznym miejscu nie dodano filtru ferrytowego (być może jest on umieszczony wewnątrz), a końcówki nie zdecydowano się ozłocić. Do przewodu dodano za to spinacz, a wtyczkę zdobi czerwone logo.

Oprogramowanie

Okno sterownika zainstalowanego z dodatkowej płyty prezentuje się całkiem elegancko. Do dyspozycji oddano nam 5 profili, które możemy sobie „zapamiętać” w gryzoniu. Dla każdego przypiszemy odpowiednio 4 poziomy DPI, szybkość przewijania stron rolką, czy częstotliwość przesyłania danych (do wyboru 125, 500, 1000Hz). Oprócz tego możemy sobie nagrać makro, ustalić do czego mają służyć poszczególne przyciski i w końcu dostosować kolor podświetlania. Każdą strefę, czyli rolkę, logo i spód możemy podświetlić lub nie jedną, spośród 7 barw. Do tego możemy ustawić tryb Battle, który sprawi, że nasze podświetlenie będzie pulsować. Poza tym nie odczułem, żeby opcja ta jakoś specjalnie poprawiała parametry myszki, toteż po prostu sobie ją darowałem.

 

Sensor

Zastosowany czujnik działał bez zarzutów w testowanych przeze mnie grach. Nie odnotowałem akceleracji ani żadnych przeskoków kursora. Nie jest to może precyzja Sensei, ale większość osób powinno być usatysfakcjonowanych. Jako, że mysz dedykowana jest fanom RTS, spędziłem dodatkowo więcej godzin aby sprawdzić zachowania gryzonia w Company of Heroes czy Age of Empires II. Mysz nie zawiodła w żadnej grze. W testach syntetycznych jest co najmniej dobrze. Badając interpolację, w najwyższych rozdzielczościach oferowanych przez myszkę zdarzyły się przerwy wynoszące 1 piksel, ciężko stwierdzić, ile w tym winy sensora a ile mojej. Nie byłem w stanie przesuwać myszki idealnie powoli ruchem jednostajnym. Tak samo ciężko zarzucić gryzoniowi cokolwiek gdy oglądamy linie kreślone w Paincie.

Maksymalne rozdzielczości: od góry 5600 DPI, 5400 DPI itd. Przerwy 1 px moga być spowodowane chwilowym zatrzymaniem myszki.

Wg producenta sensor osiąga 5600DPI, wobec tego 5700, które możemy ustawić w sterowniku to pewnie 5600DPI.

Chwyt i kontrola

Zgrabna mysz bardzo dobrze leżała w dłoni. Jej budowa jest „prawie symetryczna”. Prawie oznacza w tym przypadku dodatkowe, nieznaczne wypustki na bocznych częściach, które akurat nie są symetryczne. Zatem leworęczni napaleni na myszkę sami będą musieli sprawdzić, jak Theron im leży. Jest duża szansa, że będą z takiego rozwiązania zadowoleni. Na chwyt pozytywnie wpływa szerokość myszy i jej garb. Dobrze trzyma się ja zarówno całą dłonią (palm grip), jak i nadgarstkiem oraz dwoma palcami (claw grip). Jeśli chodzi i modyfikację wagi, to jak dla mnie maksymalnie obciążona mysz była w porządku, a bez komory z ciężarkami zdecydowanie za lekka. Polecam samemu poeksperymentować.

 

Podświetlenie dodaje myszce uroku.

Logitech G9

Na koniec, jako dodatek do zestawienia, używany z powodzeniem przez trzy lata Logitech G9, którego pożyczyłem na parę dni od kolegi. Sprawdźmy, co potrafi wysłużona i mocno eksploatowana konstrukcja.

Opakowanie

Pudełko zawierające myszkę jest stosunkowo duże, dominujące kolory to stonowana zieleń i czerń. Przez przezroczystą, plastikową część możemy podziwiać myszkę na czerwonym tle, które mocno kontrastuje ze spokojnymi barwami tekturowej części. Opakowanie wygląda tak, jakby zawierało produkt dla doświadczonych profesjonalistów, nie tylko graczy. Daleko mu od kolorowych pudełek z dziwnymi motywami wróżek, jednorożców i smoków wawelskich. Z tego względu nadpobudliwi gimnazjaliści mogą nie zwrócić na nie uwagi. Najważniejsze właściwości G9 mamy wypisane z przodu, z tyłu zaś w naprawdę w wielu językach informacje o tym, gdzie wyprodukowano mysz, do czego jest przeznaczona, a także, że produkt ma 3-letnią gwarancję. Wewnątrz opakowania, oprócz myszki, znalazłem instrukcję obsługi, wymienną obudowę i dodatkowe ciężarki do regulacji wagi gryzonia, które zamknięto w metalowym schowku.

Specyfikacja

  • 2 metrowy, opleciony kabel USB
  • laserowy sensor
  • DPI konfigurowalne w zakresie 200-3200 (co 200)
  • możliwość zmiany koloru diod LED
  • dwa przyciski dodatkowe
  • częstotliwość raportowania konfigurowalna w zakresie 125-1000Hz (domyślnie 500)
  • możliwość dostosowania wagi (4x7 gram i 4x4 gram)
  • pamięć umożliwiająca korzystanie z ulubionych ustawień na innym komputerze
  • dwie wymienne obudowy
  • waga ok. 118 – 146 gram (z obciążeniem)

Budowa i wygląd

Do myszki (szerokość 80.2mm, długość 109.8mm, wysokość 38.9mm) dołączono dwie, różniące się obudowy Precision i Wide Load. Obie zostały wyprofilowane dla osób praworęcznych, ich profil lekko zmniejsza się ku prawej stronie myszki (obserwując ją od tyłu). Różnic jest jednak znacznie więcej niż podobieństw. Węższa nakładka Precision została wykonana z chropowatego plastiku dobrej jakości. Na jej grzbiecie umieszczono czarne logo Logitech i czerwony napis G9. Obudowa ma niewielkie wcięcie na kciuk i trudne do zauważenia wcięcie na mały palec. Wyróżnikiem obudowy są dość ostre linie i wycięcia w tylniej części. Tak uzbrojona myszka wygląda bojowo i lepiej sprawdza się podczas grania. Drugą nakładkę – Wide Load wykonano z materiału gumo-podobnego. Na grzbiecie, dla odmiany, znajduje się czerwone logo Logitech i czarne na białym tle „G9”. Obudowa ta nastawiona jest na Palm Grip, a więc chwyt nastawiony bardziej na swobodne przeglądanie stron WWW niż na granie.  Obudowę wyróżnia wydłużona część, w której umieścimy kciuk.

 

Obudowy zmieniamy naciskając przycisk umieszczony w zgrabnie zaprojektowanym tyle myszki. Do tej pory nie spotkałem się z myszką, która miała by „ścięty” pod skosem… tyłek. Rozbrojona myszka została wykonana z porządnego plastiku pomalowanego farbą imitującą metal. Stąd moje początkowe silne przekonanie, że konstrukcja ta jest metalowa. Na grzbiecie umieszczono dość trudną do otwarcia komorę na ciężarki. O ile prawy przycisk myszki tworzy całość z resztą, to lewy jest oddzielony prostopadłym do siebie przyciskiem do zmiany DPI, w górę i w dół. Za tym przyciskiem umieszczono trzy, na szczęście nie rażące nikogo diody, informujące o poziomie DPI z jakiego korzystamy. Ich kolor możemy zmienić w zależności od tego, jaki profil  wybraliśmy. Przekręcamy myszkę do góry „nogami”. Pod spodem mamy sensor laserowy (nie jest umieszczony dokładnie w centrum myszki) ślizgacze, przycisk do zmiany profili i przełącznik do zmiany pracy rolki. Jeśli zaś chodzi o obudowy, to szersza Wide Load posiada jeszcze jeden ślizgacz,  natomiast obudowie Precision nie jest on potrzebny i po prostu by się nie zmieścił. Na koniec zostawiłem sobie chromowaną rolkę z gumowym plastikiem na środku, która działa również na boki. Przycisk pod spodem umożliwia zmianę trybu jej działania. Wciśnięty sprawia, że rolka nie stawia nam oporu i porządnie zakręcona zaliczy jeszcze kilka obrotów, zanim się zatrzyma. Pracy w tym trybie nie towarzyszy charakterystyczny odgłos, tylko lekki szmer. Domyślnie scroll oczywiście stawia nam opór i przyjemnie brzmi. Ogólnie rzecz biorąc, niezależnie od obudowy myszka jako całość sprawia wrażenie wykonanej bardzo porządnie. Jest to dość szeroka konstrukcja, ale ergonomiczna i zgrabna.

Oprogramowanie

Dodatkowe oprogramowanie ściągnąłem ze strony producenta. Zostało ono wykonane dość schludnie i przejrzyście, dodatkowo nie obciąża ono zasobów komputera. Mamy możliwość zmian ustawień i kontrolę trzymanych w pamięci myszki profili. Ich zmiana odbywa się za pomocą przycisku umieszczonego pod spodem myszki. W kolejnych zakładkach dopasujemy funkcje, jakie mają spełniać poszczególne przyciski. Jak zwykle, zostawiłem je w spokoju. Zakładka Wskaźnik służy do zmiany DPI (dla osi pionowej i poziomej oddzielnie). Regulacja odbywa się w zakresie od 200 do 3200 co 200. Maksymalnie myszka może przechować w danym profilu informację o 5 poziomach czułości, ale jest to aż nadto, sam wykorzystywałem tylko dwa ustawienia. Poziom DPI sygnalizują trzy diody, dla różnych poziomów odpowiednio zmienia się ich oświetlenie. Opcję „użyj sterowników systemu operacyjnego dla szybkości i przyspieszenia” odznaczyłem później, w obawie przed akceleracją. Poniżej, odświeżanie położenia (odnośnik do poradnika!) przełączyłem na 1000Hz. Pozostało nam jeszcze Przewijanie, służące do zmiany szybkości przewijania rolką i Menadżery makr i profili. Szczególnie interesujący jest ten ostatni. Mamy bowiem możliwość samodzielnej zmiany profili za pomocą umiejscowionego pod spodem przycisku lub też możemy pozwolić myszce na to, by sama dobierała automatycznie odpowiedni profil, w zależności od tego, jakie aplikacje sobie przypiszemy.

 

Sensor

Zastosowany w Logitech G9 sensor, to Avago ADNS-6090, wykorzystany także w myszce Roccat Kone. Jeżeli czytaliście poprzednie akapity, wiecie, że umożliwia on myszce pracę z maksymalnym DPI 3200. W poprzednich testach nie wyjaśniałem, jak myszki działają na poszczególnych powierzchniach. W przypadku 3 letniego gryzonia niestety ma to dość duże znaczenie. Niepoprawne działanie kursora można odczuć szczególnie na podkładce SteelSeries. Kreśląc linie w Paincie, łatwo zaobserwować tzw. „schodki”. Kursor co jakiś czas przeskakiwał. Nie wiem z czym to jest związane. Być może sensor nie współpracuje dobrze z fakturą kolorowej Qck? Sytuację poprawiła, aczkolwiek nie naprawiła do końca, podkładka Hybrid Pad. Jest już zdecydowanie lepiej, można uznać, że kursor zachowuje się poprawnie. Co ciekawe, jeszcze lepsze wrażenie myszka sprawiała na zwykłym blacie, jednak by nie zniszczyć koledze ślizgaczy nie używałem jej tak zbyt długo. Prawowity właściciel gryzonia korzysta z twardej podkładki zapewniającej dobry ślizg – Roccat Sota. Myślę, że do tej, dość starej myszki laserowej potrzebne są możliwie najbardziej gładkie, jednolite i twarde podkładki. Domyślam się, że problem wyeliminowano w nowszej wersji z innym sensorem – G9x, którą to możecie znaleźć w sklepach.  

Kursor myszki z doklejonymi ślizgaczami "wariował" na podkładce Qck. O wiele lepiej na twardym blacie i gładszej Hybrid Pad.

 

Poszarpane linie rysowane na podkładce SteelSeries...

Chwyt i kontrola

Lekko odciążona myszka była dla mnie bardzo wygodna. Z nieco zniszczonej już gumo-plastikowej nakładki, korzystałem podczas przeglądania Internetu czy grania w produkcje z wolniejszym tempem akcji. Kiedy jednak potrzebna jest lepsza precyzja, w ulubionych grach FPS warto założyć cieńszą, chropowatą nakładkę Precision. Wówczas więcej siły przeznaczamy do kontroli myszki kciukiem i małym palcem (claw grip), lub nawet samymi palcami (fingertip grip). Co ciekawe, po paru godzinach intensywnej gry, odczuwałem ból kciuka. Cóż, pewnie był to sygnał, że czas odejść od komputera. Zmiana poziomu DPI  za pomocą palca wskazującego była pewna i wygodna. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do działania przycisków bocznych. Dość łatwo możemy odczuć różnicę między nimi i trafić w ten właściwy. Na pochwałę zasługuje scroll i główne przyciski, czyli lewy i prawy. Lewy oferuje miękki klik, prawy stawia odrobinę większy opór i jak można przypuszczać, działa głośniej.

Fabryczne ślizgacze starły się już dawno temu i właściciel G9 zdecydował się kupić nowe i nakleić je na te poprzednie. Moim zdaniem nie był to do końca udany pomysł. Być może lekko zwiększona odległość sensora od podkładki, wpłynęła na wspomniane wcześniej jego błędne działanie?

Wrażenia z gier

Battlefield 3

W moim standardowym ustawieniu grało mi się o dziwo bardzo ciężko. Stała potrzeba używania przyrządów optycznych, a więc kciuka i przycisku bocznego sprawiała, że moja ręka była jakoś nienaturalnie ułożona, zaś reakcje nerwowe, z czego korzystali przeciwnicy. Znaczną poprawę przyniosło przywrócenie ustawień domyślnych. Dobrze klikający prawy przycisk o wiele częściej przydawał mi się w grze niż boczny. Dość powiedzieć, że w Battlefieldzie 3 jeszcze nie zabiłem nikogo nożem, natomiast w Bad Company 2 udawało się to dość często. Korzystałem głównie z węższej, chropowatej nakładki, która w grze wymuszała claw grip, zaś ustawienia DPI wynoszące około 2000 były dla mnie optymalne.

Company of Heroes

W tym znakomitym RTSie, niczym w naszej reprezentacji piłki nożnej – bez zmian. Mysz w żaden sposób nie ograniczała moich możliwości, ale wybitna dla strategów zapewne nie jest, biorąc pod uwagę jej kształt. Podejrzewam, że nie jest zbyt popularna wśród skośnookich mieszkańców Azji, ze względu na ich upodobania do gier typu Starcraft i ich mniejszych dłoni.

Tt eSPORTS Black Element

Po przetestowaniu znakomitej optycznej Azurues i dobrej laserowej Theron, przyszła pora na Black Element. Sprawdźmy, czy mysz jest w stanie zaspokoić podkręcony przez poprzednie urządzenia apetyt.

Opakowanie

Wygląda na to, że Tt eSPORTS korzysta ze sprawdzonego schematu, tak samo jak choćby Razer czy SteelSeries, wrzucając na to samo czerwono-czarne tło opakowania nowe grafiki i literki. Na frontowej części opakowania, jako tło do błyszczącej grafiki Black Element, dodano matowe aluminium, które wygląda jak by miało wypustki. Pod grafiką myszki znajduje się plakietka „MMO GAME Battle Ready”, 9 klawiszy makro, 6500 DPI, 128 Kb wbudowanej pamięci, 5 kolorów podświetlenia i takie tam. W zasadzie to samo napisano nam z tyłu opakowania, małą czcionką po polsku. Najbardziej zaciekawiło mnie „dostosowana laserowa mysz do gier typu MMORPG lub RTS”. Brzmi trochę cynicznie. Albo wybierasz MMO albo RTS, po wyborze mysz dostosowuje się do jednego z tych dwóch gatunków i w inne nie pogramy? Czepiam się, jak jakiś recenzent dzień przed publikacją.

Otwieram frontową część tego ostro eksploatowanego już wcześniej opakowania i „taaa-dam”- nikt nie chwali się współpracą z zawodowymi graczami, ani ze mną. Zamiast tego na rozkładówce następujące informacje:

  • pozłacana wtyczka USB w celu poprawy transmisji danych
  • zmiana czułości DPI w locie, w zakresie od 100 do 6500 DPI
  • gumowa powłoka jako wykończenie poprawiające chwyt
  • pulsujące podświetlenie logo z tyłu myszki – uwaga, petarda - poprawia gamingową atmosferę
  • wybór jednego z 5 kolorów do podświetlenia rolki, „świecących rurek” i logo Tt (plus znów coś o atmosferze)
  • świetny sensor laserowy działający na większości powierzchni
  • system zmiany obciążenia (5 x 4.5 gram) w celu poprawy wyczucia myszki
  • 5 profili

Tak pokrótce przedstawia się lista, którą postanowiłem po swojemu przetłumaczyć. Nie mam pojęcia, jak kolorowe podświetlenie wpływa na wzrost gamingowej atmosfery.

 

Budowa

Czas porzucić niebezpieczne kartony i zająć się samą myszką. Obierzmy sobie punkty odniesienia. Część myszki, z której wychodzi opleciony przewód, standardowo zakończony elegancką wtyczką z logo, nazwijmy „przodem myszki”, a grzbiet z świecącym Tt „tyłem myszki”. To było bardzo ważne, aby wyjaśnić, że górna część tego przodu myszki, jest znacznie szersza od tyłu. Jest to projekt dość nietypowy. Lewy i prawy przycisk są misternie wyprofilowane. Tak jak w przypadku Therona, ich krawędzie są podwinięte do góry, żeby palce naszej dłoni wyglądały jak szpony złego lorda świata na demonicznym tronie. Pomiędzy tymi przyciskami lewym i prawym, które w końcu spotykają się prawie na tylnej części gryzonia, wrzucono świecącą w wystającej całości rolkę. Za nią kawałek przerwy plastiku lewego i prawego przycisku myszy i znów „przedziałek”, tym razem z dwoma przyciskami, jeden za drugim, którymi domyślnie podnieść lub obniżyć można poziom DPI. Całe szczęście, ten drugi jest nieco większy, dzięki czemu można wyczuć, co wciskamy. Ta górna część jest pokryta mieszanką plastikowo-gumową, poza świecącym plastikowym… przedziałkiem.

 

Tak jak Theron, mysz jest prawie symetryczna. Oznacza to, że tak jak w ładniejszym modelu, tak i tu mamy z prawej strony jeden przycisk, a z lewej mamy o jeden więcej niż w Theronie. O czymś zapomniałem? Mysz jest ciemno-szara. Czasem nawet czarna. Jej świecące krawędzie, które w zasadzie świecą tylko gdy myszkę podłączymy do działającego komputera, są nierównej długości. Ta z lewej, ze względu na trzy przyciski górno-boczne nie ma tyle miejsca co ta z prawej strony, gdzie jest tylko jeden. Pisałem, że mysz jest oryginalna? Pod względem zwężanej „dolnej części” pewnie tak, ale podobne podświetlanie ma Razer Diamondblack 3G lub Krait tego samego producenta, którego brak obecności w zestawieniu uczcimy chociaż częstymi nawiązaniami.

Pod spodem mamy ślizgacze, sensor, dość nieszczęśliwie umieszczony- bo pod spodem, przycisk do zmiany profili i komorę z ciężarkami. Warto zostawić je wewnątrz, gdyż nawet z nimi myszka jest dość lekka.

Oprogramowanie

Wcale nie chciałem być złośliwy kiedy pisałem o schemacie projektowania opakowania. I wcale nie byłem. Powiem więcej, nawet podoba mi się ten pomysł. Szkoda, że nie wykorzystują go przy projektowaniu graficznego interfejsu użytkownika (GUI). Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby ktoś z Tt zrobił jeden a dobry projekt, który obsłuży większość gryzoni tej marki. Mogę nawet pomóc przy jego budowie. Spójrzcie proszę na screeny. Mamy tam pięć zakładek zatytułowanych ponazywanych kolejno zakładka 1, zakładka 2 itd. Pod spodem przypiszemy rozmaite akcje wszystkim dziewięciu dostępnym przyciskom, nagramy makro, dobierzemy jeden z pięciu kolorów podświetlania dla każdej strefy oddzielnie. Tak jak każde normalne oprogramowanie do myszki, tak i to pozwala nam dobrać odpowiednie DPI i przypisać je pod 4 poziomy, które zmieniamy właśnie domyślnie przyciskami za rolką. Zmianę sygnalizuje informacja na ekranie, co jest dobrym rozwiązaniem. Niestety, z nieznanych mi powodów, program często zapominał moje ustawienia i gdy chciałem zrobić zrzut ekranu z bazgrołów z Painta albo VMouse Bencha, mogłem przełączać jedynie pomiędzy dwoma poziomami DPI a nie czterema. Czemu cztery nie działały? Nie wiem.

Zmianę poziomu DPI program sygnalizuje ramką pojawiającą się w dolne części ekranu.

Sensor

Zastosowany w Black Element sensor osiągający 6500 DPI to wg informacji od producenta ADNS-9500, czyli taki sam jak w testowanym tutaj Fight Mouse Elite i Sensei. Zapewnił on odpowiednią precyzję, opierając się akceleracji czy innym negatywnym efektom. Myszka faktycznie może komunikować się z komputerem z częstotliwością 1000 Hz. Jeśli zaś chodzi o zjawisko interpolacji, to w rozdzielczościach wyższych niż 6000 DPI na moich podkładkach Black Element ciężko było opanować, tak jak z resztą każdą myszkę. Starałem się rysować linie najwolniej jak się da, być może na chwilkę dłoń kompletnie zatrzymała się na podkładce. Nie sądzę, żeby ktoś na co dzień korzystał ustawień przekraczających 5000 DPI, dlatego te najwyższe radzę traktować jako ciekawostkę, zwłaszcza gdy odczuwalna staje się akceleracja.

Poziom hard- powyżej 5000 DPI.

Chwyt i kontrola

Wstępne przyzwyczajenie do myszki zajęło mi jeden dzień, podczas którego nadgarstek jakoś dziwnie szukał oparcia chcąc objąć cienki „tył gryzonia”. Po tym czasie względnie przyzwyczaiłem się do myszki posługując się chwytem, który był jakby pomieszaniem palm i claw gripu. Kładłem na mysz całą dłoń, a w grach więcej siły używałem na kontrolę gryzonia kciukiem i palcem małym. Guma, którą umieszczono w częściach bocznych, w tandemie z gumo-plastikiem z górnej części, to najlepsza receptura na poprawę kontroli nad gryzoniem. Klik głównych przycisków był dość miękki. Do gustu zdecydowania nie przypadła mi rolka, która stawia mały opór i ciężko ją wyczuć, przyciski do zmian DPI również można było skonstruować lepiej. Najsłabiej wypadły te boczne. Kciukiem sięgałem jedynie jeden z nich, reszta była poza zasięgiem. Nie zapomnijmy jednak, że mysz jest dedykowana fanom MMORPG, którzy nie muszą reagować tak błyskawicznie jak osoby grające w FPS-y. Całość dzięki standardowo dobrym ślizgaczom, dawała radę na obu podkładkach.

Wrażenia z gier

Wiedźmin 2

Gra pojawia się tylko raz w zestawieniu. Skoro myszka skierowana jest do fanów MMORPG, a ja nie poznałem jej na tyle by grać w dynamiczne FPS-y, postanowiłem wrócić do tej polskiej produkcji. Wciągnięty w historię białowłosego Geralta z Rivii, spędziłem przy komputerze zdecydowanie zbyt wiele czasu, który jednak pozwolił mi opanować mysz i z satysfakcją stwierdzić, że nie boli mnie ani nadgarstek ani… kręgosłup. Podczas gry wykorzystywałem przeważnie palm grip, który stał się dość wygodny.

Company of Heroes

Z górnego Aedirn przeniosłem się na pole bitew rozgrywających się w czasie II wojny światowej. Szybkie ruchy myszką wymuszały claw grip, który sprawdzał się równie dobrze, jak i palm w Wiedźminie. Do gustu przypadł mi również klik lewego i prawego przycisku. Najczęściej używaną rozdzielczością była do tej pory 1600 DPI…

Battlefield 3

…aż w końcu przerzuciłem się na wyspę Shark i port gdzieś tam. Wówczas zaczęło mi trochę brakować sprawnej obsługi dodatkowych przycisków, chciałbym czasem rzucić granat albo rozstawić dwójnóg za pomocą myszki, bez szukania palcem odpowiedniego przycisku na klawiaturze. Myszce brakuje rasowego charakteru usprawniającego grę w FPS-y. Podbiłem poziom DPI do 3200 i okazało się, że moje ruchy nie są wystarczająco szybkie lub precyzyjne by pokonać przeciwników. Gdy chciałem być szybki zazwyczaj strzelałem obok sylwetek moich wrogów, zaś chęć precyzyjnego ostrzału karcił brak szybkości. To tylko moje odczucia, ale wyniki jakie uzyskiwałem grając chociażby starym G9 przeważają te z Black Element.

SteelSeries Sensei Fnatic Edition

Edycja specjalna wyjątkowej myszki - tak w skrócie można opisać Sensei Fnatic Edition. Cofając się wspomnieniami do ubiegłego roku, chciałbym przywołać emocje, jakie budziła testowana przeze mnie jesienią mysz Xai. Urok tej ascetycznej konstrukcji na swój sposób hipnotyzował, podobnie jak precyzja zastosowanego sensora. Kilka miesięcy później sprawdziłem Sensei. Poprawiono jeszcze parametry myszki i pracę przycisków dodatkowych, zmieniono materiał zewnętrzny, dodano podświetlanie. Pewny niedosyt pozostawiała mi jedynie szara obudowa.

Opakowanie

Zainteresowanych odsyłam zarówno do recenzji Sensei jak i Xai. Opakowanie Sensei Fnatic Edition praktycznie niczym nie różni się od innych gryzoni tej marki. Oczywiście zmieniono grafikę na froncie myszki, dodano logo Fnatic - australijskiej drużyny e-sportowej. Niestety jego zawartość jest dość uboga, jak na edycję specjalną, brakuje mi tu ciekawego gadżetu, w postaci chociażby pokrowca na myszkę.

Budowa i wygląd

Kolory pomarańczowy, czarny i biały to barwy rozpoznawcze tej gamingowej drużyny. W ten sposób pomalowano myszkę, co nie podobało mi się, gdy oglądałem jej zdjęcia. Złe odczucia minęły gdy wyjąłem gryzonia z pudełka. Nie lubię trzeci, a w zasadzie czwarty raz pisać o tym samym (XAI, Sensei, Kana) dlatego w skrócie przypomnę, że mamy do czynienia z konstrukcją symetryczną (czyli nadającą się również dla leworęcznych), klasyczną do bólu, wzorowaną na Microsoft IntelliMouse. Oryginalną Sensei miałem w dłoni ponad pół roku temu, jednak mam wrażenie, że materiały użyte w Fnatic Edition są zupełnie inne. Tam góra była szaro-srebrna błyszcząca i dość śliska, tu natomiast jest czarna, gładka i mniej… śliska (tym samym cofam argument z 2011, że obie myszki różnią się jedynie kolorem). Ciekawostką są boki. Pierwszy raz w życiu widzę myszkę z białymi bokami. Początkowo byłem pewien obaw, że na białym kolorze łatwo dostrzeżemy brud, rysy itd. W rzeczywistości tak jest, jednak zabrudzenia można błyskawicznie usunąć chusteczką, a lakier się nie rysuje. Boki są tak gładkie, że aż przyklejają się do palców. Co najważniejsze – w rzeczywistości wyglądają bardzo dobrze. Biała jest również część pomiędzy lewym i prawym przyciskiem myszki. Tam umieszczono pomarańczowy scroll z podświetlaną obwódką, za nim przycisk do zmiany DPI wraz z diodą sygnalizującą poziom czułości i z tyłu zamiast logo firmy SteelSeries napis „FNATIC” również świecący. Pod spodem trzy duże ślizgacze, laserowy sensor i wyświetlacz, który umożliwia nam wgląd do poszczególnych funkcji myszki, bez konieczności instalowania oprogramowania na komputerze. Naszą specjalną edycję podłączymy do komputera porządnie oplecionym przewodem z filtrem ferrytowym, zwieńczonym pozłacaną wtyczką USB.

 

Oprogramowanie

Szukając sterowników do Sensei Fnatic Edition zostałem odesłany do tych od zwykłej Sensei. Prawdopodobnie są one na tyle elastyczne, by bez większych problemów obsłużyć większość gryzoni Steel Series. Od strony graficznej interfejs jest estetyczny, czytelny i działa bez oporów nie wywołując żadnych konfliktów. Mamy tu 5 zakładek:

Buttons – umożliwia przypisanie funkcji poszczególnym przyciskom i nagrywanie makr

On-Board Profiles – służy do zarządzania profilami

Settings – ustawienia CPI (dwa poziomy) w zakresie od 1 do aż 11400 CPI (które to działa podobno gdy podłączymy do komputera kilka monitorów). Oprócz tego zajmiemy się tu parametrem zwanym ExactLift, ExactAccel, ExactAim, Freemove, które to wyjaśniłem w poradniku. Jeszcze niżej dostosujemy ustawienia wyświetlacza (jasność, kontrast) i wkleimy mu obrazek, który będzie wyświetlał. Takowy stworzyć możemy sobie sami lub pobrać ze strony producenta. Jeszcze niżej dobierzemy podświetlanie obszarów takich jak obwódka rolki, diodka przy przycisku do CPI, czy napis z logo FNATIC. Teoretycznie możemy dobrać kolory spośród kilku milionów jak w zwykłej Sensei. Praktycznie przynajmniej jedna diodka za rolką nie odwzorowuje odpowiednio dobranego przez nas koloru. Na samym dole jeszcze ustawienia częstotliwości przesyłania danych i możliwość powrotu do fabrycznych ustawień. Zakładka Properties umożliwia nam ustalić przynależność poszczególnych profili do włączonych aplikacji. Jeśli dla danej gry przypiszemy wybrany profil, to zawsze przy uruchamianiu tej aplikacji myszka wybierze odpowiednie ustawienia. W zakładce Statistics możemy zmierzyć ilość kliknięć poszczególnymi przyciskami. Udało mi się kliknąć lewym przyciskiem 10 razy w ciągu sekundy i pewnie bawiłbym się tym dalej, ale w końcu trzeba dokończyć tekst.

Oto wyświetlacz pod spodem myszki.

Sensor

Jak zawsze, genialną pracę laserowego Avago wspomaga szereg technologii SteelSeries. Nad całością czuwa wbudowany procesor oparty na architekturze ARM, który, co ciekawe, sprawia, że pod spodem myszka lekko nagrzewa się pewnym miejscu. Tylko te najlepsze gryzonie duńskiej firmy, pozwalają na zmianę tak wiele ustawień np. predykcji, akceleracji pozytywnej i negatywnej, LOD itd. Dzięki temu graficy komputerowi sprawią, że rysowane przez nich linie staną się idealnie proste (lub wprost przeciwnie, poszarpane), miłośnicy przyrządów optycznych karabinów snajperskich w grach mogą wspomóc się działaniem akceleracji, która spowalnia ruch i pomaga celować, zaś fani szybkiego obracania również mogą wspomóc się tym samym zjawiskiem, które dla odmiany pozwoli im na jeszcze szybsze ruchy. Wszystko to można dowolnie konfigurować i regulować w kilkustopniowej skali. Nadal jest genialnie.

 

Chwyt i kontrola

W ubiegłym roku trochę narzekałem, że pewną górną powierzchnię Xai zastąpiono plastikiem udającym metal. Tym razem, wszystko zostało wykonane dokładnie tak, jakbym sobie tego życzył. Wszystkie przyciski pracują jak dla mnie idealnie, stawiają lekki opór, wycofują się jak należy i przy tym doskonale brzmią. Na szczególne uznanie zasługuje rolka. Dźwięk mechanizmu jest przyjemny dla ucha, opór stawiany przez rolkę jest odpowiednio dobrany zarówno gdy przewijamy, jak i wtedy gdy chcemy ją wcisnąć. Jeżeli pamiętacie, jak narzekałem na konfigurowanie myszy za pomocą rolki, przycisku do zmiany DPI i ekranu pod myszką w Xai, tak tym razem powinniście o tym już kompletnie zapomnieć. Proporcje i waga urządzenia są dobrane optymalnie i wolę Sensei niż nawet najbardziej wyprofilowane myszki z możliwością dostosowania ciężaru. Najważniejsze powinno być odpowiednie ułożenie przewodu, tak by nie obcierał o podłoże i nie powodował tarcia.

Tydzień z nauczycielem - dodatek do testu Sensei

Aby nie zostać posądzonym o fanatyzm, uwielbienie i przesadne słodzenie "fnatycznej edycji" Sensei, postanowiłem pożyczyć myszkę na tydzień komuś, kto spojrzy na nią z drugiej, bardziej gamingowej strony. W dość oryginalnej formie "pamiętniczka", znajdziecie tekst kogoś, kto w Battlefieldzie trafia w głowę z odległości ponad 750 metrów, Mario przechodzi "w lewo" i na co dzień ratuje świat przed globalnym ociepleniem. Oto, co sądzi Stuqpuk:

Tydzień z Nauczycielem

Kilka stron z pamiętniczka Usermana.

Dzień pierwszy

Pożyczyłem moje G9, czuję się chory, dostałem w wymianie coś podłużnego, to nie tramwaj, ale też ładne, napisano na tym Sensei Fnatic.
Sensei... po japońsku to było prawie na pewno nauczyciel.
Pierwsze wrażenie- urządzenie podłużne, szerokość dobra, mimo że boki pokryte błyszczącym lakierem to pewnie się trzyma, porządny kabel w oplocie, kolorowe to, ślizgacze na „dobry plus”.
Czas poczytać co to w ogóle jest. Kilka technologii o kosmicznych nazwach, sensor i procesor z bajki. Po doczytaniu reszty opisów itp. część wydaje się przydatna.

Najpierw ustawienia, zróbmy profil. Początkowo było mi ciężko pojąć po kiego grzyba mi te cudaczne wynalazki, ale po godzinie testów doszedłem z myszką do konsensusu, a Sensei nauczył mnie, że to jednak przydatne.
Ustawiam dwa poziomy CPI: 4800 oraz po przełączeniu 2600,
Aim na 4,
Move na 3,
Rate 1000,
reszta bez zmian.

Zrobiło się późno, właściwie to już sobota, do jutra pamiętniczku.

Dzień drugi

Rankiem około 13 czasu Greenwich gdy już się najadłem i umyłem ząbki znów przysiadłem do Sensei. Drugie wrażenie, tym razem jakoś przyjemniej, konfiguracja najwyraźniej pomogła, teraz tylko ustawienie kolorów diod, godzina w paincie i mój „L96blackandwhite.bmp” na wyświetlaczu, cudnie. Teraz mysz naprawdę mi się podoba, na ekranik ciężko nie zerknąć od czasu do czasu, choć pewnie z wielu modeli Sensei wybrałbym najprostszą, czarną matową.
Wracając do Painta, to mogę potwierdzić to co napisał Kapitan, brak skaz w postaci przeskoków i tym podobnych błędów.

Po obiedzie nareszcie czas na Battlefield3, ja i Kapitan, on na moim G9 ja na jego Sensei.
Odczucia podobne „to się dziwnie trzyma...” jednak po godzinie widać światełko w tunelu, to zaczyna działać i to całkiem sprawnie.

Co prawda mój claw grip jest ciężki do osiągnięcia na Sensei ale nie niemożliwy, trzeba tylko czasu, czasu i jeszcze trochę czasu. Z palm gripem nie ma problemów, z fingertip gripem dzięki „miękkim” przyciskom też nie, choć palm grip jest chyba najodpowiedniejszą formą trzymania tej myszy.

Dzień trzeci

Chyba już wiem co przyciąga ludzi do Sensei, ale o tym powiem jak się już upewnię, tymczasem pograłem z przerwami na jedzenie i chyba mam za krótki kciuk albo ta mysz po prostu nie lubi claw gripu, bo ciężko było mi się „kliknąć” w dalszy przycisk boczny.

Dzień czwarty

Nie ma prądu, to chociaż na nią popatrzę.
Mimo zabawkowego wyglądu jest naprawdę solidnie wykonana, myślę mógłbym ją porównać ze sprzętem budowlanym Makity, lub gitarami Fendera, ale dla kogoś kto to czyta, pewnie lepsze będzie określenie tego jako solidne narzędzie (jak to inną wersję tego SteelSeries-a nazwał  Kapitan).
Niestety teraz czas na odpoczynek w pracy, do późnego popołudnia pamiętniczku.

Późnym popołudniem znów starłem się z Kapitanem na „polu bitwy” tym razem jako kamraci i było znacznie lepiej, niż za pierwszym razem po wymianie. Jednak doskwierać zaczęło niewygodne przełączanie rozdzielczości, trzeba mocno cofnąć palec, czego nie byłem w stanie robić płynnie, nieco irytujące, ale patrząc na Sensei to było chyba jedyne sensowne miejsce do umieszczenia tego przełącznika by zachować oburęczność całej konstrukcji i nie wciskać go przypadkiem.

Dzień piąty, szósty i siódmy- streszczenie.

Te ostatnie dni przyniosły mi sporo frajdy, do niektórych rzeczy się przyzwyczaiłem do części nie zdążyłem, ale ogółem było fajnie. Mysz zachowywała się już jak narzędzie, precyzyjnie, sprawnie a robiła to z delikatnością, coś jak Aston Martin (chcę do testów!). (Boki łapały odciski jak lakier Astona.)
Myślę, że mogę ją (Sensei FE) polecić każdemu, kto nie ma czasu żeby „przymierzać” myszy po marketach, bo ta mysz nauczy odpowiedniego chwytu i chyba dlatego nazywają ją Sensei (nauczyciel).



Czas oddać Cię Kapitanowi, bywaj... Sensei.

Podsumowanie

SteelSeries Sensei Fnatic Edition

Mysz sprawdza się dobrze w każdych warunkach, a precyzja i wykonanie powalają. Sensei Fnatic Edition jest tak dobra, że zapominam o innych myszkach, nie chcę ich mieć ani testować. Być może nie ma rzeczy idealnych, te stają się idealne dopiero w oczach niektórych osób. Główne zmiany w stosunku do tak dobrej przecież Sensei, to poprawa użytych materiałów. Te jednak wpływają pozytywnie na kontrolę gryzonia i klikanie przyciskami. Tym razem faktycznie osiągnięto ideał. Jeżeli potrzebujecie czegoś tak doskonałego – polecam.

W skrócie:

Nie wiem, czy człowiek wymyślił słowa, mogące opisać tą mysz, tak samo jak nie wiem, czy jest sens jeszcze ją dłużej chwalić. Zgłaszam tylko jedno, jedyne zażalenie – dlaczego do edycji specjalnej nie dołożono ciekawych dodatków? Przecież cena i tak jest już dość wysoka.

Revoltec Fight Mouse Elite

Stosunek cena/jakość jaki oferuje mysz Revoltec sprawia, że z czystym sumieniem mogę ją polecić praworęcznym graczom z większą dłonią. Jeśli już kupicie mysz, pamiętajcie by po ustawieniu odpowiedniego poziomu Lift zmienić w sterownikach jego przeznaczenie, by nie wciskać go przypadkowo. Warto przypisać mu inną funkcję. Od porządnego wykonania całości lekko odstaje malowanie przycisków dodatkowych, które jak na mój gust wygląda trochę tandetnie. Mam nadzieję, że z zaczepem na wymieniane panele boczne z czasem nie stanie się nic złego. Polecamy!

W skrócie:

Jedna z tańszych myszek z laserowym sensorem Avago. Świetny współczynnik cena/jakość!

 

Logitech G9

Logitech G9 ma wszystko co powinna mieć highendowa mysz dla graczy. Obudowę wykonano z dobrych jakościowo materiałów, zaś możliwość zmiany nakładki, a co za tym idzie kształtu myszki faktycznie się przydała. Do tego, zmieniać można również wagę, chociaż nawet mysz bez obciążników jest stosunkowo ciężka i grałem właśnie bez nich. Sensor laserowy nie jest ani najlepszej, ani najgorszej jakości, myślę że dla większości osób będzie on wystarczający. Naprawdę ciężko jest mi znaleźć jakąś sensowną wadę gryzonia. Złe działanie kursora na podkładce SteelSeries mogły spowodować nowe ślizgacze naklejone na te stare, co z kolei spowodowano wyższą niż zakładał producent odległość pracy sensora od podłoża (patrz: LOD). Polecam zarówno nowe jak i używane egzemplarze G9, a także „w ciemno” mogę polecić Wam model G9x.

W skrócie:

Recenzja powinna dać Wam do myślenia, że szukając nowego gryzonia warto rozejrzeć się za… starym, używanym G9. W ten sposób za niewielkie pieniądze można nabyć mysz dobrej jakości. Jeżeli macie więcej gotówki i preferujecie nowy sprzęt, Logitech G9x polecam w ciemno, wierząc, że to nowy i lepszy sensor umieszczony w tej samej obudowie.

 

Tt eSPORTS Theron

Podłączony i świecący Theron ma bardzo wiele uroku i po mojemu jest najładniejszą myszką jaką testowałem. Poza tym jest to konstrukcja dość ergonomiczna i precyzyjna zarazem. Oferuje możliwość regulacji wagi, ma dobre ślizgacze i sporo dodatków, wśród nich użyteczny pokrowiec przydatny do transportu gryzonia. Jedynie cena mogła by być trochę niższa…

W skrócie:

Naprawdę ładna i ergonomiczna konstrukcja z dobrym sensorem. Najniższa cena w Polsce to w tej chwili około 220zł. Jest to kwota adekwatna, do tego co otrzymujemy w zamian, ale 40zł taniej i zakup byłby bardzo korzystny.

 

Cooler Master Storm Xornet

Mysz przyjemnie zaskoczyła mnie jakością wykonania, najlepszymi ślizgaczami spośród wszystkich gamingowych gryzoni. Niska cena sprawia, że jest to produkt zdecydowanie warty uwagi.

W skrócie:

Doskonała  dla początkujących i średniozaawansowanych graczy mysz, która sprawiła, że firma Cooler Master Storm przestała mi się kojarzyć jedynie z obudowami i „wiatrakami”. Bardziej wymagającym polecam model Spawn, z lepszym sensorem.

Tt eSPORTS Black Element

Najciekawszym pomysłem jest sylwetka myszki. Zwężająca się w tylnej części konstrukcja, obserwowana z profilu jest dość delikatna i w zasadzie elegancka. Niestety projekt został chyba nie do końca przemyślany, bowiem umieszczenie dodatkowych przycisków poza zasięgiem kciuka sprawia, że są one nieużyteczne. Kształt i budowa myszki powodują, że brakuje jej „gamingowego zacięcia” i w grach FPS zdecydowanie lepiej sprawowały się konstrukcje szersze i krótsze. Dziwne, jak na myszkę firmy tworzącej dla poprzednio testowanych gryzoni tak urodziwe i dobrze działające oprogramowanie, jest też GUI Black Element. Myszka dość często miała problemy z zapamiętaniem ustawionego poziomu DPI. Podświetlenie w stylu Razer Krait z pewnością dodaje uroku, ale spośród 5 możliwych kolorów podobał mi się jedynie czerwony. Na pochwałę zasługuje dobry sensor, ślizgacze i standard dla myszek Tt eSPORTS, czyli możliwość regulacji wagi wraz z ilością dodatków, w tym użytecznym pokrowcem na myszkę. Wszystko to w cenie wynoszącej ponad 200zł.

W skrócie:

Największe zalety myszki to jakość zastosowanych materiałów i dobry sensor. Największe bolączki to przyciski dodatkowe, których w myszce dla graczy MMORPG powinno być dużo i dobrze rozmieszczonych. Nie każdemu przypadnie do gustu wąski tył myszki. Całość do kupienia w sprawiedliwej dla kupującego i sprzedawcy cenie, przekraczającej trochę 200zł.

 

A4 Tech Xgame Opto Oscar x748

Wielka szkoda, że nie trafiłem na egzemplarz z sensorem Avago. Wówczas recenzja, a przynajmniej jej druga część z pewnością miałaby pozytywny wydźwięk i ostatecznie myszka prawdopodobnie dostała by rekomendację. Choć wizualnie nie zachwyca, to sama obudowa jest jak najbardziej w porządku i jest to zdecydowanie największa zaleta X7. Drugą jest cena – to jedna z najtańszych myszy dla graczy. Miłym dodatkiem od A4Tech są dodatkowe ślizgacze, szkoda że nie oferują ich za darmo producenci myszek kilka razy droższych. Czytelnikom polecam prześledzić temat „prawdziwej” X748 w Internecie. Jeśli jesteście zainteresowani zakupem, poszukajcie rewizji z sensorem ADNS-3080.

W skrócie:

Rewizje z droższym sensorem, mógłbym polecić z czystym sumieniem. Myszka testowana przeze mnie nadaje się dla mniej wymagających, początkujących graczy.

Gigabyte Aivia M8600

Z uwagi na symetryczną budowę, mysz polecam leworęcznym osobom, dla których nawet metr kabla na biurku jest nie do przyjęcia. Do tego najlepiej, by docelowi odbiorcy mieli dłoń wielkości bochenka chleba i trzymali mysz za pomocą samych palców. Pozostałe osoby najlepiej zrobią, rozglądając się za czymś innym, przebierając choćby w „przewodowej” ofercie Gigabyte. Wśród nich są znajdują się modele godne polecenia.

W skrócie:

Niestety na samo opakowanie czy gryzonia wiecznie nie będziemy się patrzeć i gdy w końcu zechcemy go trochę poużywać, okazuje się, że konstrukcja choć wygląda dobrze, to niestety jest źle zaprojektowana. Wszystko to wina plastiku – gdyby ktoś pokrył kluczowe części myszki gumą powinno być o wiele lepiej.

SteelSeries Kana

Kana trochę mnie zawiodła. Przeciętny sensor zamknięto w obudowie, która nie wyróżnia się niczym specjalnym. Mysz jest trochę źle wyważona, nie oferuje nic nadzwyczajnego, w dodatku kosztuje o wiele za dużo, to jest około 150zł. W tej cenie można nabyć całkiem niezłą mysz laserową, lub porządną optyczną razem z dobrą podkładką. Leworęczni fani firmy, mogą rozejrzeć się za używanym modelem myszki Kana. Obudowa dobrze znosi kontakt z dłonią, także nie powinna zbyt szybko się zniszczyć, a po wymianie ślizgaczy na teflonowe, myszką powinno dać się ruszać równie żwawo, co droższymi, laserowymi modelami.

W skrócie:

Kana to średniak. Nie wyróżnia się niczym specjalnym. Nie jest na tyle dobra by ją polecić, ani na szczęście na tyle kiepska, by wizerunek firmy jakoś ucierpiał. Zaporowo powinna podziałać wysoka na nasze warunki cena.

  • Gigabyte
  • Intel Corporation
  • Chieftec
  • Zotac
  • Cooler Master
  • Aquatuning.pl
  • Enermax
  • XFX
  • Seagate
  • Asus
  • BenQ
  • Cenowarka.pl